Kup Magazyn Gitarzysta

Limbosis - Abstrakt

Limbosis

Wykonawca:

Abstrakt

10 /10

Poznań. Przełom 2014 i 2015 roku. 75 minuty muzyki. Cztery utwory dłuższe niż 10 minut. Drugie tyle nie krótszych niż 6. Koncept-album w najlepszym tego słowa znaczeniu. Debiutancki album progresywno rockowej formacji Abstrakt.

Panowie długo musieli pracować nad "Limbosis", bo takie płyty nie powstają w miesiąc. Są wynikiem wytężonej, profesjonalnej i metodycznej orki w dźwięku, przynoszącej raczej migreny niż wysiłek intelektualny oraz ból palców od tworzenia coraz to wymyślniejszych zagrywek instrumentalnych. Dodatkowo mogą sprawić, że muzycy nabawią się klaustrofobii od zbyt długiego przesiadywania w mikroskopijnym pomieszczeniu (czyt. sali prób), gdzie instrumenty upchane są z takim pietyzmem, że nie ma gdzie nogi wstawić. Było warto, bo oddali w ręce słuchaczy - piszę to nie bez kozery, nie dla draki! - arcydebiut gatunku progresywnego rocka. Wymagający, duszny, pełen mrocznej, a nawet schizofrenicznej atmosfery, mglistego klimatu, a wreszcie krążek potwornie ciężki pod względem percepcyjnym - słowem, na "Limbosis" znalazło się wszystko, czego wytrawni znawcy i koneserzy progresywnego rocka mogą oczekiwać od największych przedstawicieli gatunku. To jedna z tych perełek, która nie zaprzyjaźni się z uszami niedzielnego słuchacza, potrzebuje odbiorcy zdefiniowanego i wyrobionego.

Abstrakt zabiera nas w muzyczne rejony w Polsce mających swoich zacnych przedstawicieli, bo rzeczywiście momentami grupie blisko do najcięższych klimatycznie poczynań Riverside, również grupy Retrospective. Na myśl przychodzą także wojaże zespołu Blindead (szczególnie ostatniego albumu "Absence") czy Obscure Sphinx, i drugiego krążka Votum. Poznaniacy niekoniecznie muszą znać rodaków, ale bez wątpienia nieobcy jest im Tool, Meshuggah, A Perfect Circle czy za sprawą specyficznego, głębokiego wokalu Type O Negative. Grupa krąży po orbicie wielu gatunków, taplając się w post rocku, muzyce psychodelicznej, walcowatym metalu i progresywnym rocku, a z wszystkiego tka misterny koncept o nieprzeciętnie spójnej atmosferze rodem z nieco uwspółcześnionej wiktoriańskiej opowieści, wymieszanej z wybitnie odrealnionym, mrocznym snem.

Fantastyczne, niskie, może nawet grobowe wokale Krzysztofa Podsiadło nieziemsko przejmują, szczególnie gdy wokalista popisuje się patentowym łamaniem głosu i gościnnie hard rockowym falsetem. Do tego powolna, toporna sekcja z połamaną perkusją Łukasza Simińskiego i niezwykle istotną, może nawet nadspodziewanie istotną, rolą doskonale słyszalnego, momentami wybijającego się na pierwszy plan basu Jakuba Puszyńskiego (znanego z poznańskiej grupy post rockowej Beyond the Even Horizon). Do tego dochodzą niskie, ciężkie, mocno przesterowane i powolne gitarowe riffy Michała Fiałka. Gościnnie pojawiają się również klawisze - bez nich niewątpliwie muzyce brakowałoby spójności i głębi, pewnie dlatego już po nagraniu "Limbosis", Maciej Dados dołączył do stałego składu Abstrakt. Zespół swoje muzyczne zapędy ubarwia dźwiękami pozamuzycznymi oraz - choćby - chórem dziecięcym (majestatyczny "Clockhouse" wgniata w ziemię). Wszystko to składa się na dzieło z zadęciem iście epickim, a poprzez profesjonalne podejście do tematu, dojrzałe kompozycje i spójny klimat, ciężko uwierzyć, że to właściwie album debiutancki - stawiałbym raczej na grupę z olbrzymim dorobkiem artystycznym.

Nie pozostaje nic innego jak pozwolić zabrać się w tę pełną mroku opowieść o kierowcy autobusu z piekła rodem, który wciągnął bezimiennego bohatera, niczym Joseph Conrad marynarza Marlowa, w podróż ku jądru ciemności, najmroczniejszym zakamarkom ludzkiego umysłu i stara się wraz z nim pokonywać kolejne słabości. Na "Limbosis" bowiem zagrało wszystko i jeśli szukać jakichkolwiek niedoskonałości, to może w pewnym fragmentach wokal jest nieco skryty za instrumentami, przez co słowa stają się niezrozumiałe (końcówka "Teratora").

To nie jest płyta, która kręcić będzie się w odtwarzaczu codziennie, wręcz przeciwnie, będzie się kręcić rzadko, ale to tak jak z "Braćmi Karamazow" Dostojewskiego albo "Czasem Apokalipsy" Coppoli - po wielkie dzieła nie sięgamy, ot tak, z nudów i dla rozrywki. W ostatecznym rozrachunku, biorąc pod uwagę, że to debiut, bez pomocy wytwórni oraz by delikatnie zrekompensować zespołowi trud włożony w stworzenie epickiego dzieła absolutnie niepopularnego, czyli takiego, który nie będzie cieszył się wielką widownią, ale bez wątpienia zasłużył na estymę wielbicieli gatunku, Abstraktowi należy się delikatnie naciągana ocena maksymalna. W mojej opinii jest to najlepszy progresywny, debiutancki koncept-album ostatnich lat.

Grzegorz Bryk