Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Return to Forever

Return to Forever - Scorpions

Return to Forever

Wykonawca:

Scorpions

Gatunek:

Rock

6 /10

Scorpionsi świętują w tym roku pięćdziesięciolecie działalności. Stażem pracy przewyższają takich dinozaurów rocka jak Queen, AC/DC, czy chociażby UFO. Aż się w to wierzyć nie chce.

Jednak fakty nie kłamią - dokładnie w listopadzie 1965 roku w Hannoverze powstała kapela, która już na zawsze zapisała się w historii europejskiego i światowego rocka. Z tej okazji wydała album celebrujący "złote gody", będący sygnałem, że zapowiadane zakończenie działalności zostało odłożone na później.

Repertuar zawarty na "Return To Forever" to w większości odgrzebane zarysy kompozycji, które nie zostały w przeszłości przez muzyków dokończone. Oto, co w zeszłym roku o realizowanym materiale mówił gitarzysta grupy, Matthias Jabs: "Znaleźliśmy kawałki pochodzące głównie z płyt "Blackout" i "Love At First Sting". Brzmią nieźle, ale nie zostały nigdy ukończone. Nie mają tekstów i nagranego wokalu, robimy to więc od zera." Muszę przyznać, że rozpoczynający płytę "Going Out With a Bang" jest średnie. Scorpionsowe granie zaczyna się dopiero od trzeciego na albumie "Rock My Car", które moim zdaniem powinno być "otwieraczem" najnowszego wydawnictwa Niemców.

Dalej dostajemy utrzymane w dosyć spokojnym tempie (oczywiście jak na rocka) "All For One", ze świetnie uzupełniającymi się wiosłami Rudolfa Schenkera i Matthiasa Jabsa. Po chwili muzycy uderzają słuchacza ciosem podbródkowym w postaci "Rock’n’Roll Band", zdecydowanie najlepszego utworu na "Return To Forever". To wokalny popis Klausa Meine, wspaniale wyciągającego wysokie dźwięki oraz Jabsa, po raz kolejny ukazującego swój ponadprzeciętny talent do tworzenia rewelacyjnych solówek. Czapki z głów.

Niestety, druga część albumu odzwierciedla artystyczny spadek. "Catch Your Luck and Play" jest bezbarwne, "Rollin Home" to niepotrzebny ukłon w stronę muzyki mainstreamowej, pasujący bardziej do twórczości Maroon 5, czy The Script. Brzmienie kompozycji jest nad wyraz dopieszczone i płytkie. Zbyt delikatne jak na hard rockowy band. Chwilowa tendencja zwyżkowa następuje w trakcie odsłuchiwania "Hard Rockin' The Place" - gitarowy riff bardzo szybko zapisał się w mojej pamięci, a proste bicie bębnów dopełnia schemat struktury największych hitów kapeli. Jednak potem powracamy na przeciętny poziom, który utrzymuje się właściwie do końca.

Fani rockowych ballad Scorpionsów znajdą tu też coś dla siebie. "House of Cards", "The Scratch" i zamykające krążek "Gypsy Life" to nieco mniej urodziwi i przebojowi bracia bliźniacy "Still Loving You", "Send Me An Angel", czy też "Wind of Change". Ciężko im zarzucić jakieś niedoskonałości, ale zdecydowanie brak im "tego czegoś", co sprawiłoby, że wracałbym do nich z przyjemnością.

"Return To Forever" to typowy średniak. Fakt - fajnie się go słuchało, jednak gdy odłożyłem go na półkę, zdałem sobie sprawę, że prócz "Rock’n’Roll Band" i ewentualnie "Hard Rockin’ The Place" oraz "Rock My Car" nie jestem w stanie przypomnieć sobie chociaż fragmentów reszty utworów. Zlały mi się one w pozbawioną charakteru papkę. Album jest warty zapoznania, ale nie należy mieć wobec niego wygórowanych oczekiwań. Czuję niedosyt, bo jubileusz 50 - lecia funkcjonowania na scenie był idealną okazją do zaprezentowania płyty, o której mówić się będzie przez lata. Tymczasem "Return To Forever", na tle przeszłych wspaniałych wydawnictw Niemców, jest niezbyt widoczny. Szkoda, bo kolejnej tak okrągłej rocznicy Scorpionsi już raczej nie doświadczą.

Kuba Koziołkiewicz