Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Weird and Wonderful Marmozets

The Weird and Wonderful Marmozets - Marmozets

The Weird and Wonderful Marmozets

Wykonawca:

Marmozets

8 /10

"Najbardziej ekscytujący młody zespół w Wielkiej Brytanii" - głosi jeden z napisów znajdujący się na naklejce ozdabiającej obwolutę "The Weird and Wonderful Marmozets".

Trochę w tym prawdy jest. Drugi z nich przekazuje taką wieść: "Debiut robiący ogromne wrażenie". Z tym zgadzam się w stu procentach. Rzeczywiście, pierwsza płyta Brytyjczyków robi ogromne wrażenie. Zaskakuje przebojowością i błyskotliwością, więc hasła obecne na okładce krążka nie są typową marketingową manipulacją. Oddają rzeczywistość.

Grupa pochodzi z Bingley, West Yorkshire. Regionu sąsiadującego z South Yorkshire, gdzie w znajdujących się w nim przedmieściach miasta Sheffield, powstała znana na całym świecie kapela Arctic Monkeys. Jeśli ktoś chciałby doszukać się jakiś stylistycznych podobieństw pomiędzy tymi dwoma zespołami, to byłoby to zadaniem praktycznie niewykonalnym. Styl Marmozets znacznie rożni się od tego, preferowanego przez autorów "Do I Wanna Know?", czy "I Bet You Look Good on the Dancefloor". Ba, on w ogóle nie pasuje do charakteru brytyjskiej muzyki gitarowej. Osadzony jest bardziej w amerykańskim post - hardcorze, czy pop punku, odległym od Wysp o tysiące kilometrów.

Płytowy debiut muzyków jest albumem dobrym i przyciągającym słuchacza. Zawiera trzynaście bardzo spójnych i charakternych kawałków, z czego kilka z nich - chociażby "Move, Shake, Hide", czy "Why Do You Hate Me?" - to twory bardzo przemyślane i dojrzałe. Gdybym usłyszał je w radiu, w życiu nie powiedziałbym, że stworzyła je początkująca kapela. Nic dziwnego, że to właśnie te kompozycje zostały wytypowane na pierwsze dwa single promujące "The Weird and Wonderful Marmozets". Są wielce wyraziste.

Gdy zobaczyłem zdjęcia zespołu, od razu skojarzyli mi się z grupą Paramore. Ciężko, by było inaczej, bo Brytyjczycy wyglądają i brzmią jak młodsza wersja Amerykanów (z czasów ich pierwszych trzech albumów, potem niestety poszli w stronę pop rocka). Wokalistka grupy - Becca Macintyre - to wizerunkowy odpowiednik Hayley Williams. Podobnie się ubierają, mają taki sam, rudy kolor włosów. A gdyby ktoś powiedział mi, że w otwierającym krążek "Born Young and Free" wystąpiła właśnie frontmanka Paramore, to nie miałbym podstaw, żeby w to nie uwierzyć. Ich głosy są bardzo podobne, a że wczesną twórczość Amerykanów bardzo lubiłem i ceniłem, to te inspiracje zapisuję Marmozets na plus.

Skoro wywołałem do tablicy wokalistkę kapeli, to warto poświęcić jej chwilę uwagi. Jej głos na ocenianym albumie jest naprawdę potężny i zadziorny. Idealnie pasuje do klimatów grupy. Świetnie współpracuje z gitarami i bębnami. A to że Becca w niektórych momentach kapitalnie używa screamo sprawia, że nawet jakbym bardzo chciał, to ciężko mi się tu do czegokolwiek przyczepić.

Gdy spoglądam na notowania list sprzedaży "The Weird and Wonderful Marmozets" to widzę, że płyta przypadła mieszkańcom Wysp do gustu. Dotarła do pozycji numer 25, która, w przypadku debiutów nie związanych z komercyjną muzyką popową, jest sporym sukcesem. A fakt, że ich materiał wydała znana i ceniona na całym świecie wytwórnia Roadrunner Records powoduje, że będę bacznie przyglądał się ich dalszym poczynaniom. Widzę w nich ogromny potencjał, który, mam nadzieję, maksymalnie wykorzystają. Pierwszy krok w postaci albumu "The Weird and Wonderful Marmozets" jest jak najbardziej udany. Teraz czas na kolejne.

Kuba Koziołkiewicz