Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Cheating The Polygraph

Cheating The Polygraph - Gavin Harrison

Cheating The Polygraph

Wykonawca:

Gavin Harrison

Gatunek:

Swing

5 /10

Nowym album Gavina Harrisona to krążek problematyczny. Przynajmniej dla mnie. Na tyle, że po krótkim rozpoznaniu, doszedłem do dość niespotykanego wniosku w wypełnionej wielogłosem branży muzycznej.

Pewien francuski, skandalizujący pisarz powiedział kiedyś: "moje poglądy, jako poglądy mniejszości, są z założenia niesłuszne", a jako że sam uważam ten pogląd za jak najbardziej godny zapamiętania, tak najzwyczajniej uprzedzam, iż mogę się mylić - ba! najprawdopodobniej tak jest w istocie. Tym bardziej, że chyba jako jedynemu w tym momencie jeszcze wczesnych przecież rozmów o "Cheating The Polygraph", krążek Harrisona się absolutnie nie podoba, nie kupuję go, wywołuje u mnie wyłącznie zmęczenie i ból głowy.

Perkusista znany głównie z Porcupine Tree oraz King Crimson, czyli powiedzmy oblicza mocniej progresywnego, flirtuje nieprzerwanie z wieloma artystami i daje się wciągać w najróżniejsze gatunki, od rocka poprzez pop na jazzie kończąc. Jest przy tym muzykiem niebywale elastycznym i eklektycznym, a przede wszystkim wirtuozem z najwyższej półki. Trzeba by być zresztą szaleńcem, by twierdzić inaczej i Harrisona w jakikolwiek sposób dyskredytować na polu umiejętności instrumentalnych. "Cheating The Polygraph" to również album niezaprzeczalnie wirtuozerski, bez wątpienia spektakularny instrumentalnie - tak jeśli chodzi o popisy Gavina Harrisona, jak i towarzyszących mu muzyków w postaci Laurence'a Cottle'a (znakomitego basisty związanego m.in. z Alan Parsons Project, Black Sabbath, Brianem Eno, Claptonem czy Procol Harum) oraz jazzowego saksofonisty Nigela Hitchcocka (grał na solowych płytach Cottle'a, ponadto z Knopflerem, Joe Cockerem, Tomem Jonesem, Kate Bush czy grupą Moody Blues). Jednak to głównie perkusiści będą w niebie podczas pięćdziesięciominutowej randki z muzyką Harrisona - szczególnie maniacy techniki, potrafiący docenić co bardziej finezyjne zagrywki bębniarza, a serwuje ich artysta aż do przesytu. Jest to więc płyta dość hermetyczna, nagrana dla konkretnego, wąskiego środowiska. Coś na zasadzie l'art pour l'art, sztuki dla sztuki.

Bo czy Gavin Harrison oddaje w ręce odbiorców coś ponad instrumentalny kunszt? Raczej nie. Mianowicie, perkusista zaciągnął słuchaczy w - co do natury skąpany w przeszłości - świat big bandów. Na tapetę artysta wziął utwory z repertuaru Porcupine Tree, trochę w nich pomajstrował, poddał renowacji stylistycznej (choć odpowiedniej byłoby mówić o regresie stylistycznym) i ostatecznie dźwięki z nurtu rocka progresywnego przekształcił w big bandowy swing. Nie inaczej! Czy tym samym sklecił progresywny swing? Tu można by się spierać, bo w rozrachunku big band Harrisona zasadniczo trzyma się standardów - charakterystyczna jest dominująca rola sekcji rytmicznej w połączeniu z instrumentami dętymi. Niemniej "Cheating The Polygraph" wypchane jest też free jazzowymi fragmentami, bliskimi już dla początków progresywnego rocka oraz fusion.

Przede wszystkim kąśliwymi uwagami wypada obarczyć pomysł babrania w utworach Porcupine Tree. Transkrypcja stylistyczna starych numerów jest już konceptem porządnie spranym, mało kreatywnym (nawet jeśli towarzyszy temu olbrzymia kreatywność podczas wykonywania), a również pachnącym brakiem chęci do komponowania rzeczy nowych. Zresztą, utwory są na tyle przearanżowane, że zapewne niewielu, gdyby nie tytuły, skojarzyłoby je z repertuarem Porcupine Tree. Druga sprawa to fakt, że rzekome oryginalne podeście do tematu w istocie wcale oryginalne nie jest. Sam pomysł, by zrobić z progresywnych kawałków big bandowy swing nie sprawi, że pomysł stanie się przedni, że przyklaśniemy jak to klawo Harrison podszedł do sprawy. Tym bardziej, gdy sama muzyka dla fanów progresji może egzystować raczej w ramach ciekawostki, niż autentycznego materiału, do którego chce się wracać. Podobnie ma się rzecz, gdy jest się maniakiem swingu, bo i wtedy płyta Harrisona to zaledwie godzinna atrakcyjka, do zapoznania, odhaczenia i zapomnienia.

Najkrócej mówiąc, może poza "Hatesong/Halo", nie ma na "Cheating The Polygraph" za bardzo czego słuchać, chyba że rzeczywiście ma się ochotę popodziwiać instrumentalne umiejętności muzyków przeplatającymi się z nagłymi i ciągłymi wybuchami instrumentów dętych. Najgorzej, że artysta niespecjalnie oryginalnie podszedł do samej stylistyki swingu - nie ma tu elementu, którego big bandy by wcześniej nie prezentowały, a przecież Gavin Harrison jest bogatszy o niemal sto lat muzycznych doświadczeń i niezliczoną ilość gatunków. I cóż z tego, że album jest piekielnie dobrze nagrany i genialnie zagrany, jeśli słucha się go raczej średnio, by nie powiedzieć, że kolejne utwory mało interesują.

Jasne, świetnie się to sprawdzi w wersji na żywo, szykują się spektakularne i zachwycające instrumentalnie koncerty, ale w wersji studyjnej nie jest to zbyt przekonywujące. Ale oczywiście, jak pisał Houellebecq, "moje poglądy, jako poglądy mniejszości, są z założenia niesłuszne", więc proponuję każdemu z osobna zapoznać się z muzyką Gavina Harrisona, za to zaś, że mnie krążek artysty nie podszedł, obarczam winą wyłącznie własne niezrozumienie tematu, poniekąd również ciasnotę muzycznych horyzontów. Zawczasu więc przeprasza, bo a nuż właśnie dokonałem jakiegoś karygodnego i pożałowania godnego faux pas!

Grzegorz Bryk