Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Last of Our Kind

Last of Our Kind - The Darkness

Last of Our Kind

Wykonawca:

The Darkness

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Justin Hawkins chyba już na dobre wybudził się z narkotycznego półsnu, w którym przebywał przez długi czas po niebywałym sukcesie debiutu The Darkness "Permission to Land" z 2003 roku.

Zresztą już poprzedni album grupy, "Hot Cakes" (2012), zwiastował, że pobudka będzie udana. W istocie, nowego krążka od epigonów klasycznego hard rocka z The Darkness słucha się po prostu fantastycznie! Kto wie, czy "Last of Our Kind" to nie najlepszy album w karierze świty Hawkinsa, a już na pewno dorównujący "Permission to Land" zarówno wściekłością, przebojowością, jak i wpadającą w ucho melodią. Wreszcie zespół wrócił na właściwie tory, zmajstrował odpowiednio kopiące tyłek riffy i równie udane wokale przenosząc słuchaczy w klimaty Van Halen, Def Leppard, Whitesnake, Aerosmith czy momentami Queen.

Najlepsze, że The Darkness już nie rozmieniają się na drobne i ostatecznie wyzbyli się błędów dwóch poprzednich wydawnictw. Przypomnieli sobie, że porządny utwór rockowy bez solówki jest jak ptyś bez kremu (a przecież brak solówek był grzechem "One Way Ticket to Hell... and Back"), a by oddać ducha buntu trzeba być autentycznie wściekłym (tego brakowało z kolei na "Hot Cakes", płycie raczej w klimacie wakacyjnego rocka).

"Last of Our Kind" ma więc w sobie punkowy bunt momentami spacerujący również w rejonach heavy metalu, rock’n’rollową rześkość, rewelacyjne riffy w duchu chwytliwego hard rocka lat '80, wreszcie i ten charakterystyczny falset Hawkinsa. The Darkness ponownie nie boją się flirtu z kiczowatymi syntezatorami, a już na pewno nic sobie nie robią z łatki naśladowców - poniekąd krzywdzącej, bo panowie stali się już tak charakterystyczni, że sami mogliby stanowić za punkt odniesienia. Zresztą materiał jaki oddali na sklepowe półki jasno to pokazuje. Heavy metalowe "Mighty Wings" zachwyca wokalnie i rozczula obraną stylistyką, "Mudslide" i "Roaring Waters" gitarowymi riffami puszcza oczko w stronę Led Zeppelin, "Sarah O’Sarah", "Last of Our Kind" i "Conquerors" to wspaniałe aluzje do przekolorowanego syntezatorami i wypchanego barwnymi liniami wokalnymi hard rocka lat '80, a "Wheels of the Machine" to słoneczna quasi-ballada w atmosferze kalifornijskiego rocka spod znaku The Eagles. Błyszczy się więc i mieni "Last of Our Kind" wszelkimi odmianami pastelu i stanowi to niepodważalną siłę wydawnictwa.

Zdecydowanie The Darkness po okresie nieco niemrawym, powrócili na właściwe tory i nagrali bodaj najlepszy krążek w dotychczasowej karierze, pełen barw, napuszony, kiczowaty, a co najważniejsze, piekielnie rozwścieczony.

Grzegorz Bryk