Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / In the Studio

In the Studio - The Special AKA

In the Studio

Wykonawca:

The Special AKA

Gatunek:

Alternatywa

5 /10

Rok 1982 to punkt kulminacyjny w historii grupy The Specials.

Po wydaniu dwóch bardzo dobrych płyt "Specials" oraz "More Specials", z zespołem pożegnał się niemalże cały siedmioosobowy skład, włącznie z wokalistą Terrym Hallem. W głowach pozostałych, dokładnie dwóch muzyków, pojawiło się pytanie: sprzedać instrumenty i zacząć pracę w jednej z coventrowskich fabryk samochodów, czy kontynuować swoją muzyczną podróż?

Nikt przy zdrowych zmysłach, mając możliwość zarabiania na życie grając koncerty, nie wybrałby pierwszej opcji, dlatego Jerry Dammers (klawisze) i John Bradbury (perkusja) zabrali się za tworzenie premierowego materiału i wymyślenie nowej nazwy projektu. Padło na The Special AKA - niby nazwa inna niż The Specials, a jednak brzmiała podobnie i niemalże od razu kojarzyła się z poprzednim wcieleniem grupy. Moim zdaniem - o wiele lepszym.

Album "In the Studio" to owoc sesji nagraniowych, jakie zespół zrealizował w okresie od 1982 do 1984 roku. Na krążku tym otrzymujemy jedynie jakieś 30 procent The Specials, a nie ich pełną wersję. Tak, jakby grającemu w Fifę chłopakowi dać wariant demo tej gry, z możliwością wyboru jedynie Piasta Gliwice i Podbeskidzia Bielsko - Biała. Brakuje tu wokalu Halla, którego zastąpił Dammers (właściwie połowa składu udziela się tu wokalnie, więc naprawdę ciężko się połapać, kto śpiewa w poszczególnych piosenkach), ale najbardziej w uszy "rzuca się" zupełne odejście muzyków od ska - punkowych brzmień.

Na płycie znalazła się mało pociągająca, mętna i bezbarwna mieszanina kompozycji, które gatunkowo można określić jako synth pop, pop, alternatywa, jazz i może trochę reggae. Takie połączenie tworzy jeden z najbardziej niespójnych albumów muzycznych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Bardzo nieapetyczny. To tak, jakby wrzucić do jednego garnka kurczaka, parę kaloszy, suszarkę, zalać to olejem rakietowym i liczyć, że wyjdzie z tego smaczny posiłek. Nic z tego.

Jedynym wartym odnotowania momentem tego albumu jest pozycja numer sześć, zatytułowana "(Free) Nelson Mandela". Kompozycja  ma prosty tekst, szybko wpadający w ucho refren oraz ciekawe partie instrumentów dętych. Lecz ponad to wszystko, posiada najistotniejszą cechę, odróżniającą ją od reszty piosenek - nie chce się jej wyłączać po trzydziestu sekundach.

"In the Studio" to krążek warty posłuchania tylko po to, by przekonać się, jak dobrym zespołem było The Specials. Ciężko było zastąpić wokalnie charakterystycznego Terry’ego Halla, a próba mieszania tak wielu niepowiązanych ze sobą gatunków okazała się mierna w skutkach.

Kuba Koziołkiewicz