Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Into The Sun

Into The Sun - Robben Ford

Into The Sun

Wykonawca:

Robben Ford

Gatunek:

Rock

6 /10

W ostatnich latach Robben Ford narzucił bardzo intensywne tempo wydawnicze. Rok po roku na rynku pojawiają się jego nowe płyty.

Po "Bringing It Back Home" (2013) i "A Day In Nashville" (2014), rok 2015 przynosi kolejny album. Coś mi się jednak wydaje, że Ford dostał lekkiej zadyszki artystycznej, bo najnowsze wydawnictwo zatytułowane "Into The Sun" dość mocno odstaje od wcześniej wymienionych. Repertuar jest zdecydowanie bardziej urozmaicony, ponieważ obok bluesów (niewielu) możemy posłuchać również utworów rockowych, pop-rockowych, funkujących a nawet natchnionych, klimatycznych smutasów. No i grono wspierających go muzyków zostało znacznie poszerzone o gwiazdy pokroju Keb’ Mo’, Robert Randolph, Warren Haynes czy też Sonny Landreth. Robben Ford zaprosił również wykonawców młodego pokolenia (oboje przed 30) jak wokalistka ZZ Ward czy też gitarzysta Tyler Bryant.

"Into The Sun" zaczyna się obiecująco, gdyż pięć-sześć pierwszych utworów prezentuje się bardzo dobrze. W tej "lepszej" części albumu mamy bluesa ("Rose Of Sharon"), kawałki zdecydowanie rockowe ("Day Of The Planets", "Rainbow Cover") i funkujące ("Howlin’ At The Moon"). Pięknie jest to wszystko zagrane - subtelny Hammond w tle, różne brzmienia gitar (w tym i akustycznych), chórek żeński tu i ówdzie itp. W "Justified" mamy okazję po raz pierwszy posłuchać zaproszonych gości. Robert Randolph na pedal steel guitar a zwłaszcza Keb’ Mo’ na wokalu znacznie przyczynili się do uatrakcyjnienia tego, w moim odczuciu, jednego z najlepszych utworów na płycie. Leniwy, luzacki bluesik mocno akustyczny w charakterze, z fortepianem i uroczym żeńskim chórkiem ozdobiony przez Robbena Forda zgrabną solówką. Nie od razu polubiłem klimatyczny "Breath Of Me". Trzeba go kilka razy posłuchać, aby wkręcić się w melancholijny nastrój, jaki wyczarowuje Robben Ford z wspierającą go wokalnie ZZ Ward.

Potem niestety emocje siadają. Pojawia się cała seria średnio ciekawych kompozycji w nieokreślonych, człapiących tempach (tak je określam na własny użytek), zbyt monotonnych, bez wyraźnie zaznaczonych linii melodycznych. Nawet udział Warrena Haynesa czy też Sonny Landretha niewiele pomógł. Nawiasem mówiąc Robben Ford niezwykle oszczędnie i z umiarem wykorzystał obecność znamienitych gości. Warren Haynes nie zagrał pełnej solówki, a jego udział ograniczył się zaledwie do "podrzucenia" kilku gitarowych ozdobników. Sonny Landreth w "So Long 4 U" prezentuje się nieco okazalej - na zmianę z Fordem serwuje kilka krótkich solówek ale też bez przesadnego przepychu. Zdecydowanie więcej oczekiwałem po tak wyśmienitych gitarzystach, dlatego pozostało mocne uczucie niedosytu. Podobnie rzecz ma się z gośćmi śpiewającymi, bo zarówno Keb’ Mo’ jak i ZZ Ward "zaledwie" towarzyszą Fordowi. Z pewnością nikt mu nie zarzuci, że "wysługuje" się gośćmi. To on jest najważniejszy na płycie, on jest głównym wykonawcą, a inni zaledwie go wspierają. Kuriozalnie wypada harmonijka w "Same Train". Zagrana w stylu ogniskowo-harcerskim brzmi zupełnie jak brzęczenie natrętnej muchy. Kompletnie zbędny dodatek.

Poprzednimi płytami, Robben Ford rozbudził mój wielki apetyt. Niestety "Into The Sun" nie spełniło w pełni moich oczekiwań. To płyta bardzo nierówna, gdzie obok naprawdę ciekawych rzeczy trafiają się niestety wypełniacze. Szczerze muszę przyznać, że nawet w tych najmniej udanych kompozycjach można znaleźć, niejako na osłodę, interesujące elementy - a to ciekawa linia basu, a to jakieś klawiszowe wtrącenia czy też uroczy żeński chórek no i sporo gitarowej sztuki w różnych odcieniach. To jednak trochę za mało, aby w pełni i bez zastrzeżeń cieszyć się nowym albumem Robbena Forda.

Robert Trusiak