Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Worship The Devil

Worship The Devil - Sathanas

Worship The Devil

Wykonawca:

Sathanas

Gatunek:

Black metal

3 /10

Jak widać, zarówno nazwa zespołu, jak i tytuł omawianego wydawnictwa wyraźnie wskazują jakim graniem parają się na co dzień muzycy z New Brighton i zbędne jest w tym wypadku jakiekolwiek wprowadzenie.

Zresztą wystarczy spojrzeć na pełną satanistycznych symboli okładkę, a momentalnie poczujemy świat obfitujący w agonalne krzyki i ultraszybkie blasty, które dla Sathanas są codziennością od prawie trzydziestu lat.

Dziewiąta płyta Amerykanów to kontynuacja grania zapoczątkowanego w 1988 roku na ich pierwszym demo zatytułowanym "Ripping Evil" i wciąż prezentuje granie bliskie Bathory, Celtic Frost czy chociażby Watain. Jeżeli chodzi o rozwój zmysłu kompozytorskiego, niestety na nowym albumie znalazły się utwory - delikatnie mówiąc - średnie. Gdyby nie fakt, że przed napisaniem tekstu znalazłem w Internecie trochę informacji o zespole, sądziłbym, iż mam do czynienia z nowicjuszami zasłuchanymi w "De Mysteriis Dom Sathanas".

Na "Worship The Devil" dominują kompozycje szybkie, aczkolwiek proste jak budowa cepa. Nie uświadczymy tu nawet delikatnych wtrąceń, które podkreśliłyby, kto jest autorem danych dźwięków. Podopieczni Doomentia Records ani na chwile nie potrafili przyciągnąć mojej uwagi, ponieważ budowa napięcia w poszczególnych utworach praktycznie nie istnieje, a cała ich "magia" ma zapewne opierać się na licznych odwołaniach do klasyków, którzy swoje opus magnum wydali dobre dwadzieścia lat temu. Oczywiście rozumiem, że na naszej planecie roi się od oldschoolowców, aczkolwiek tworzenie kopii kawałków z tamtego okresu mija się z celem. Przynajmniej moim zdaniem.  
Chciałbym napisać, że liczę na powrót Amerykanów do formy na kolejnej płycie. Tylko jak mam to zrobić, kiedy przed sobą mam już dziewiątą płytę zespołu, która nie różni się niczym od dwóch swoich poprzedniczek? Sathanas na własne życzenie zamknęli się w swojej szklanej kuli dopuszczając tylko ortodoksów łaknących kolejnych kopii utworów swoich idoli z dzieciństwa/młodości. To moim zdaniem przede wszystkim sprawiło, że zespół nie osiągnął praktycznie niczego na muzycznym rynku. A tak naprawdę wystarczyłoby otworzyć się trochę na wpływy innych gatunków żeby przynajmniej stworzyć zalążek swojego własnego stylu.

Marcin Czostek