Kup Magazyn Gitarzysta

Big Love - Simply Red

Big Love

Wykonawca:

Simply Red

Gatunek:

Pop

7 /10

Mick Hucknall jest już na takim etapie, że spokojnie może odcinać kupony od sławy. I rzeczywiście robi to, ale z klasą i na poziomie.

Kiedy nie tak dawno świat obiegła informacja o reaktywacji Simply Red z okazji 30-lecia istnienia, wszyscy fani grupy zaczęli snuć domysły o rychłym pojawieniu się nowego materiału. Nie mylili się. Dowodem na to jest longplay "Big Love", będący ukłonem w stronę brzmień, które wywindowały Micka i spółkę na szczyty list przebojów.

"Zastanawiałem się, jak dziś moglibyśmy zabrzmieć i niedługo później zacząłem pisać" - tak opisuje proces powstawania piosenek na najnowszy krążek zespołu jego lider. Rudowłosy wokalista, który 8 czerwca świętował swoje 55-te urodziny, w doskonały sposób, choć zapewne nieświadomie zdefiniował zawartość tego albumu - mało rewolucyjny, ale za to bardzo przebojowy.

Nie ulega wątpliwości, że Simply Red, którzy jako jedni z pierwszych łączyli w swojej twórczości soul, pop, rocka i muzykę taneczną, przetarli szlaki takim artystom, jak chociażby Jamiroquai czy M People. Słychać to w singlowym "Shine On", stanowiącym odę do początku lat 90. Wtedy to bowiem ekipa dowodzona przez Micka wydawała odnoszące sukcesy single, z których najpopularniejsze to "Stars" i  "Something Got Me Started". Czuć tu klimat funkowej dyskoteki, na której panie proszą panów do tańca, a każdy z nich w trakcie takowego przeżywa swoją drugą młodość.

Nie inaczej jest w przypadku "Tight Tones", zmysłowego "Daydreaming" i przepełnionego namiętnością "The Ghost Of Love". Całkiem sympatycznie wybrzmiewają też "WORU", "Love Gave Me More" oraz wolniejsze "Each Day" i "Dad".  Soulowy "Love Wonders", swingujący "The Old Man And The Beer" i chwytający za serce "Big Love" (jeden z najlepszych numerów na tym albumie) zabierają nas na słynną Abbey Road", z kolei "Coming Home" budzi skojarzenia ze starym londyńskim pubem, gdzie przywędrowali członkowie Simply Red, by uczcić udaną sesję nagraniową.

Doskonałą alegorią zawartości tego longplaya jest życie Hucknalla, który z miłośnika wina i kobiet przeistoczył się w statecznego ojca i męża. Słychać to zresztą w sentymentalnych tekstach, którym nieobcy jest wyspiarski klimat, okraszony nutką romantyzmu. Płyta dobra do słuchania we dwoje, troje, a nawet czworo (czyt. i na randki, i na prywatki). Nie będzie tu cudu, przewrotu, nowatorstwa. Po co jednak tego szukać? Czasem wystarczą przecież sprawdzone sposoby i świat staje się lepszy.

Elvis Strzelecki