Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Unholy Savior

Unholy Savior - Battle Beast

Unholy Savior

Wykonawca:

Battle Beast

Gatunek:

Heavy metal

5 /10

"Unholy Savior" to trzeci duży album fińskiej kapeli Battle Beast, a zarazem pierwszy, który dostał się na szczyt krajowej listy sprzedaży.

Finlandia to bowiem kraj, który wykazuje się wielkim upodobaniem i wsparciem dla swoich twórców osadzonych w rocku i metalu. Nie ma w tym nic dziwnego. Wszakże Europa jeszcze nie otrząsnęła się po występie Lordi na Konkursie Piosenki Eurowizji w 2006 roku, choć rzeczywistym wyznacznikiem poważnych sukcesów fińskich kapel niech będzie międzynarodowe uznanie jakie zdobyły Amorphis, Apocalyptica, Children Of Bodom, Insomnium, Korpiklaani, Nightwish, Sentenced, Stratovarius, Swallow The Sun albo Von Hertzen Brothers. Lista jest znacznie dłuższa, pomimo że to mroźne państwo zamieszkuje niecałe pięć i pół miliona ludzi. Do grona najważniejszych fińskich kapel od kilku lat próbuje dołączyć też Battle Beast.

Poważnym atutem tej helsińskiej kapeli jest fenomenalna wokalistka Noora Louhimo, która wystąpiła dopiero na drugim krążku zespołu, zastępując przed trzema laty Nitte Valo. Ta zmiana była strzałem w dziesiątkę. Blondwłosa wokalistka Battle Beast jest niezwykle utalentowana. Drapieżna barwa jej głosu, dość szeroka skala i uskuteczniany na każdym kroku temperament są w stanie dodać mocy nawet najsłabszym kompozycjom. Sądzę, że bez Noory Louhimo na istnienie Battle Beast niewiele osób w ogóle zwróciłoby uwagę, co zresztą potwierdza debiutancki album kapeli, który przeszedł na świecie bez echa. Niestety wiąże się z tym także rychła możliwość opuszczenia kapeli przez utalentowaną frontwoman, ponieważ twórczość formcji, mówiąc oględnie, nie zachwyca. Oprócz ekspozycji niewątpliwego talentu fińskiej syreny, na trzeciej płycie kapeli ilość atutów zdecydowanie ustępuje rodzącym się często wątpliwościom.

Okazuje się bowiem, że "Unholy Savior" to materiał pod wieloma względami przaśny. Wiele utworów tworzących dzieło zostało utrzymanych w dynamicznych i naładowanych dużym ładunkiem energii schematach, które często prezentują przedstawiciele europejskiego power metalu. Trudno więc uwolnić się od wrażenia, że Battle Beast próbuje bardzo kompromisowo podchodzić do metalu. Z jednej strony fińska kapela stara się zachować drapieżność (główna w tym zasługa Noory Louhimo), zaś z drugiej nastawia się na oczekiwania masowego słuchacza oferując proste i efekciarskie pomysły ("Lionheart", "Madness", "Speed and Danger"). Czasem da się tu wychwycić serię niezłych zagrywek instrumentalnych, dorównujących potencjałowi wokalistki (m.in. świetne bębny w "Madness" i "Speed and Danger", a w tym drugim utworze również osobliwe "barokowe" gitary), ale całość na ogół rozmywa się na przesadnie chwytliwych melodiach i karykaturalnym klimacie hard n' heavy. Potencjalnych słuchaczy mogą też irytować, na szczęście nie dość częste, chórki członków zespołu przypominających w tej konwencji pijanych wikingów. Koszmar!

Szczególnie trudno wybaczyć Battle Beast, gdy próbuje sięgać po heavy metal, czasem niemalże wcielając do swojej muzyki patenty NWOBHM ("I Want The World... And Everything in It", "Speed And Danger", "Far Far Away"), aby na przestrzeni kilkudziesięciu sekund towarzystwo porządnych zagrywek gitarowych uzupełnić klimatem, rzec można, dyskotekowym! Mniejsza o kompozycje, które w założeniu mają prawdopodobnie być dyskotekowe ("Touch In The Night" czy cover słynnego filmowego przeboju Paula Endgemanna "Push It To The Limit"), ale efekt zalewania klasycznego heavy metalu pomyjami z wesołego miasteczka sprawia, że "Unholy Savior" jawi się jako album bardzo niestabilny. Warto dodać, że kapela - chyba nieco zapatrzona w Nightwish - sięgnęła też na nowym krążku po folk (tytułowy "Unholy Savior", a także "Sea Of Dreams", króciutki "The Black Swordsman" oraz słodziutka ballada "Angel Cry"), z którym dość dobrze sobie radzi, choć przywołuje ewidentne skojarzenia z częścią filozofii bardziej znanych rodaków.

W sumie więc na pewno nie można zarzucić Battle Beast, że nagrywa to samo. Fińska kapela ewoluuje z każdym krążkiem, czasem niestety wyrządzając krzywdę temu blondwłosemu diamentowi, który nazywa się Noora Louhimo. Wszakże szalona ilość urozmaiceń umieszczonych na "Unholy Savior", a zarazem zbyt proste i bardzo kompromisowe podejście do procesu tworzenia sprawiają, ze materiał nie zachwyca. Zatem w odniesieniu do ostatniego krążka z 2013 roku daje się odnotować zbyt radykalne odejście od zaprezentowanego stylu. Pewną formę podsumowania w tej materii może stanowić utwór "Hero's Quest" czyli instrumental w stylu "ja jestem druidem"... niech mi ktoś teraz wytłumaczy jak można wnieść choćby kilka minut instrumentalnego grania na płytę, w dodatku tak tandetnego, której najważniejszym i być może jedynym atutem jest wokalistka?!

Konrad Sebastian Morawski