Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Mniejsze zło

Mniejsze zło - Percival Schuttenbach

Mniejsze zło

Wykonawca:

Percival Schuttenbach

Gatunek:

Folk metal

8 /10

Najnowsze dzieło Percival Schuttenbach,, zatytułowane "Mniejsze zło" doskonale odzwierciedla filozofię zespołu, będąc równocześnie kolejnym mocnym punktem w jego dyskografii.

Percival Schuttenbach to jedna z najciekawszych polskich kapel sławiących folk metal w tym przeszło tysiącletnim nadwiślańskim kraju i poza jego granicami. To kapela na słowiańskiej krwi wyhodowana, niezwykle szczera w proponowanej muzyce i rozumiejąca szeroki katalog pojęć, w których mieszczą się takie materiały wybuchowe, jak wierzenia, etniczność, mniejszości, tradycja, kultura i tożsamość. Warto o tym pamiętać wdając się w kolejne partie materiału zamieszczonego na krążku.

"Mniejsze zło" zawiera jedenaście utworów rozpisanych na przeszło godzinę muzyki inspirowanej m.in. twórczością Grażyny Bacewicz, a także ludowymi pieśniami białoruskimi, polskimi, ukraińskimi i innymi, będącymi ciekawym materiałem badawczym dla antropologów kultury i etnologów. Szóstka muzyków, która wystąpiła na płycie sprawia wrażenie jakby bawili się muzyką, wywołując przy tym słowiańskie duchy, oferując słowiańską obrzędowość i takie też obyczaje. To oni Słowianie, to my Słowianie, choć często inni od siebie i skłóceni, wywodzimy się od jednego szczepu narodowego. My duchowością przepełnieni, modlitewni i bożkobojni, znamy czary i kiedy trzeba mieczem nawracać umiemy. W sumie więc jakkolwiek można interpretować twórczość Percival Schuttenbach to właśnie ten zespół posiada abonament na muzyczną prawdę o Słowianach, a "Mniejsze zło" powinno ugruntować pozycję lubińskiej kapeli w świadomości słuchaczy ludowego metalu.

Na nowym krążku zachwyca, co nie jest zaskoczeniem, rozbudowana sekcja wokalna. Kobiecy trójgłos w składzie Katarzyna Bromirska, Christina Bogdanova i Joanna Lacher to trzy słowiańskie wieszczki, tak bardzo od siebie różne, dysponujące innymi temperamentami, jedna bardziej intrygująca od drugiej, druga o wiele bardziej mroczna od trzeciej, trzecia bardziej urokliwa od pierwszej. To kobiety subtelne, dzikie i wściekłe - prawdziwa moc albumu, jego chluba i powód do dumy. Równocześnie trzeba też napisać o klimatycznej sekcji instrumentalnej dowodzonej przez Mikołaja Rybackiego, niesionej serią standardowych instrumentów, ale często też urozmaicanej takimi egzotykami w metalowym świecie, jak mandolina, akordeon, lira bizantyjska czy sopiłka. W tym kolażu wokali i dźwięków nie wolno też zapominać o słowach, które często poddają się tradycjom i legendom, a czasem pochodzą ze wspaniałych przekazów (choćby od Oskara Kolberga). Zatem "Mniejsze zło" to album wypełniony argumentami o unikatowości Percival Schuttenbach. Prawdziwy brylant na polskiej scenie metalu.

Mogą jednak rozczarowywać (i obniżać ocenę albumu) niektóre pomysły zawarte w kompozycji tytułowej. O ile wspaniały trójgłos słowiańskich wieszczek próbuje tworzyć niezwykły klimat, o tyle coś w rodzaju rapu w wykonaniu Karola Bieńkowskiego, zresztą ubranego w beznadziejne i głupie słowa, zabija ten utwór i wywołuje niesmak rzutujący na całą płytę! Na co komu ta bezmyślna wulgarność? Skąd tyle tandety na tak pięknym materiale? Wytłumaczenia nie znajduję. Wolę natomiast oddać się instrumentalnemu "Oberkowi", padać do stóp legendzie "Cantary", poszukać znaczeń w energetycznych kompozycjach "Oj tam na mori" i "Tridam", stać się świadkiem pasjonującego dialogu w utworze "Żmij i dziewczyna" (fenomen!), zostać niewolnikiem przepięknej "Dzierzby" albo poszukiwaczem krwawiącego etosu w wielowątkowej historii "Nilfgaard", a także przenieść się do nocnych koszmarów pod wpływem kompozycji "I nie wrócił...", "Miodunka" albo "Zmora". To Percival Schuttenbach w niezwykłej postaci, pozbawiony wpływów współczesności, ludowy i słowiański, taki, którego można wielbić, za którego można przelewać krew i oddawać mu na własność swoje własne emocje.

W sumie więc Nowa Fala Polskiego Heavy Folku niesie z sobą potężny żywioł, bywa zdradliwa i niebezpieczna, ale nieustannie intryguje i zachęca, aby za nią podążać. Taka jest muzyka Percival Schuttenbach, taki jest nowy album kapeli. Mam przy tym nadzieję, że ten zespół nie pójdzie nigdy więcej w kierunku zaprezentowanym w utworze tytułowym i będzie wykazywał się konsekwencją w łączeniu Słowian wokół nieco zakurzonych atrybutów ich historii oraz istnienia. Takie albumy jak "Mniejsze zło" są pięknym dowodem na wyjątkowość ludów słowiańskich, zajmują na długi czas i dowodzą, że każdą pasję warto zamienić na rzeczy, które można dotknąć, zobaczyć i przede wszystkim posłuchać. Slava!

Konrad Sebastian Morawski