Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Skills in Pills

Skills in Pills - Lindemann

Skills in Pills

Wykonawca:

Lindemann

Gatunek:

Metal

6 /10

Till Lindemann i Peter Tägtgren zarejestrowali album niebezpieczny, obsceniczny i wulgarny… tego się (nie)można było spodziewać.

Niemiec i Szwed to dziś legendy europejskiej kultury industrialnej. Lindemann zasłynął oczywiście twórczością w Rammstein, zaś Tägtgrena najlepiej można rozpoznać po działalności solowej w ramach projektu pod nazwą Pain, a także z wściekłego Hyprocisy, choć akurat ta ostatnia kapela ma niewiele wspólnego z industrialem. W każdym razie dwaj charakterni muzycy poznali się jeszcze w 2000 roku, jednak ich współpraca na płaszczyźnie muzycznej zawiązała się kilkanaście lat później, a jej owocem jest tegoroczny album zatytułowany "Skills in Pills".

Rozkład sił w tworzeniu dzieła był prosty - Till Lindemann napisał teksty, zaś Peter Tägtgren zajął się muzyką. Pomijając niedużą ilość ustępstw w tej materii (frontman Rammstein współtworzył utwór "That’s My Heart" dostępny w edycji rozszerzonej płyty), proporcja współpracy pomiędzy Niemcem a Szwedem została odpowiednio zachowana, co sprawiło, że "Skills in Pills" brzmi lepiej, niż Rammstein meets Pain. Dziwię się więc niektórym opiniom mówiącym, że pierwsze dzieło projektu Lindemann to alternatywna wersja albumu którejś z wymienionych kapel, ponieważ obu muzykom udało się stworzyć materiał osadzony w metalu industrialnym, ale odróżniający się od tożsamości ich macierzystych zespołów. To nowa jakość jeśli chodzi o Lindemanna i Tägtgrena.

Nowa, szczególnie na poziomie wypowiedzianych słów i zaprezentowanych obrazów. Lindemann i Tägtgren deklarują chęć szybkiej śmierci w stanie narkotycznego upojenia, promują aborcję, otyłość, kłusownictwo, wolny seks i transwestytyzm. Są też wrogami sentymentów, niszczycielami tego, co było. Równocześnie kpią ze stereotypów, oddają się rozpuście i standardom pozbawionej reguł egzystencji. To celebranci życia w dewiacji. Niestety moim zdaniem nie ma w tym wszystkim tyle prowokacji, ile można by zakładać. Wokal Lindemanna jest bowiem na tyle przekonujący, iż można uwierzyć w wygłaszane przez niego słowa. Nie zdziwię się więc, gdy jakiejś niestabilnej psychicznie rodzinie przyjdzie do głowy, aby pod wpływem utworu "Praise Abort" zakopać w ogrodzie niechciane kilkutygodniowe pociechy. "Czemu nie?" - pewnie pomyślą. Na tym polega zagrożenie tego albumu.

Trochę więc smuci mnie fakt, że Tägtgren podpisał się pod niektórymi utworami na "Skills in Pills" i zarekomendował płytę swoją niebanalną osobowością. Wszakże o ile Lindemann w przeszłości słynął z wypowiadania przesadzonych i wyegzaltowanych deklaracji (…może nie aż tak, jak na nowym projekcie), o tyle uczestnictwo w tym projekcie Szweda, muzyka na ogół zorientowanego na sprawy przybyszów z kosmosu, rzuca zupełnie niespodziewane światło na jego sposób wypowiedzi artystycznej. A może wymowa "Skills in Pills" w pewnym momencie wymknęła się obu Panom spod kontroli?! Album z pewnością nie powinien trafić do odsłuchu wśród dzieciaków albo ludzi szukających uzasadnienia do popełnianych zbrodni. Granice artystycznej wypowiedzi albumu są bowiem bardzo cienkie. Trzeba być głuchym ślepcem, aby nie dostrzec tego, iż album Lindemanna i  Tägtgrena może być szkodliwy dla najbardziej wrażliwej grupy odbiorców.

Jeśli zaś chodzi o samą muzykę, to krążek oferuje w sumie dziesięć (w edycji rozszerzonej jedenaście) spuszczonych ze smyczy kawałków, które zostały utrzymane w klimacie dobrze brzmiącego i jeszcze lepiej wyprodukowanego metalu industrialnego. Lindemann i Tägtgren zaoferowali słuchaczom kompozycje dynamiczne, łamiące kompromisy tradycyjnego grania i naładowane energetycznym klimatem, jak utwór tytułowy, następujący tuż po nim "Ladyboy", albo nośne kawałki w stylu "Fish On", "Cowboy" i "Golden Shower". Cenieni muzycy ograniczyli brutalność do kilku fragmentów albumu, w tym przede wszystkim do "Children of The Sun", czyli jedynej kompozycji na krążku budzącej rzeczywiście skojarzenia z twórczością Rammstein.

Być może w klimat twórczości niemieckiej kapeli wprowadza też w pewnej mierze ballada "Home Sweet Home", ale wyłącznie we fragmentach najbardziej podniosłych uniesień Lindemanna. Z kolei inny numer o walorze quasi balladowym, czyli "Yukon", stanowi mroczną spowiedź frontmana Rammstein na temat depresyjnych przeżyć w przeszłości. Podobnie jest w przypadku "That’s My Heart". Twórcy projektu Lindemann pamiętali też o klimacie wyniesionym na ołtarze. Stworzyli bowiem podsypany industrialem hymn pod postacią utworu "Fat". Tak, aby otyłość mogła stać się na chwilę modą i atrakcją seksualną. Tak, aby kawałek odstającego cielska posłużył za podwieczorek dla robali zżerających ducha słuchaczy. Zgroza… a może wreszcie trochę prawdy w zblazowanym tanimi mediami świecie?

Wydaje mi się, że "Fat" mógłby być dobrym podsumowaniem "Skills in Pills". Mógłby uchodzić za zręczną prowokację, taką na jaką stać Lindemanna i Tägtgrena, ale muzycy w innych kompozycjach wspólnego albumu, szczególnie na "Praise Abort", posunęli się zbyt daleko jeśli chodzi o wypowiedziane treści. Nie mam zastrzeżeń, co do zaprezentowanej solidnej muzyki, ale obawiam się, że we wspominanym przypadku granice prowokacji zostały stanowczo przekroczone. Świat jeszcze nie zwariował, albo nie jest tak pop***ony, jak wydaje się twórcom dzieła.  

Konrad Sebastian Morawski