Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / (N)utopia

(N)utopia - Graveworm

(N)utopia

Wykonawca:

Graveworm

8 /10

Na piątym albumie studyjnym muzycy Graveworm zaprezentowali najlepsze otwarcie materiału w całej dotychczasowej dyskografii. Otwarcie, które zasygnalizowało tymczasowe zmiany w kapeli.

Pierwszy numer na albumie zatytułowanym "(N)utopia", czyli kompozycja "I - the Machine", to rzecz naładowana dynamitem, soczysta i przenosząca włoską kapelę z przestrzeni depresyjnej i melancholijnej do bardziej zdecydowanego grania. Gdyby cała zawartość płyty brzmiała tak jak ów pierwszy utwór to mielibyśmy do czynienia z kapitalną próbą europejskiego death metalu zmieszanego z gotykiem. Materiał trochę jednak traci w kolejnych utworach, choć nie można mu odmówić dobrego poziomu. O walorach piątego albumu Graveworm przypomina tegoroczne wznowienie przygotowane przez Metal Mind Productions.

"(N)utopia" oryginalnie ukazał się w 2005 roku. Był następcą solidnego albumu "Engraved in Black" i pozwolił zaprezentować się Graveworm jako zespołowi o wiele bardziej death metalowemu, niż celującemu w black, który był przecież tożsamy dla poprzednich nagrań. O zmianie muzycznej filozofii formacji zadecydowały roszady personalne. Regularny skład zespołu rozszerzono o jedną osobę oraz wymieniono w jej szeregach kilka nazwisk - samodzielnie na bas wskoczył Harry Klenk, na perkusji pojawił się Moritz Neuner, nowym gitarzystą został Lukas Flarer, a rola Erica Righiego została ograniczona tylko do wiosła.

W sumie, w porównaniu do poprzedniego albumu, w Graveworm pojawiło się trzech nowych muzyków, jednak w przypadku "(N)utopia" chodzi wyłącznie o jedno nazwisko, które brzmi Lukas Flarer. Włoski gitarzysta napisał niemalże całą muzykę i wszystkie teksty utworów, co wydaje się nieprawdopodobne biorąc pod uwagę fakt, iż był to pierwszy i jak się okazało jedyny materiał kapeli z jego udziałem. To jednak Flarer sprawił, że Graveworm przestawił się na death metal. Poza wspominanym świetnym "I - the Machine", on odpowiada również za balansujący pomiędzy death i groove niezły numer tytułowy oraz utrzymany w podobnej konwencji "Which Way", choć akurat w drugim przypadku do słuchacza przemówiły też akcenty gotyckie. Na konto Flarera należy też przypisać niemalże klasyki europejskiej deathmetalowej ekstremy, czyli "Hateful Design" i "Never Enough", on stworzył także ekstremalną burzę w "Outside Down", czyli jedynej kompozycji przypominającej blackowe nagrania kapeli.

Dość powiedzieć, że pod komendą Lukasa Flarera pozostali muzycy Graveworm zagrali z dużą pewnością i ogromnym zaangażowaniem. Niemniej obecność instrumentów klawiszowych na krążku była nieduża i poddała w wątpliwość obecność Sabine Mair w zespole. Włoszka wyraźnie pokazała się w utworach "Timeless" i "MCMXCII", które moim zdaniem niepotrzebnie złamały konwencję całego albumu oraz w instrumentalu "Deep Inside", także różniącym się od ogólnej zawartości płyty, choć pełniącym funkcję stosowanego w death metalu intro lub outro. Pozostaje żałować, że "Deep Inside" nie został umieszczony na początku lub na końcu albumu, ale to w zasadzie detale wobec dobrej zawartości "(N)utopii".

Ten materiał stanowi dziś ciekawostkę dla fanów Graveworm. Przez wielu z nich traktowany jest jako opus magnum kapeli, choć zdecydowanie różni się od jej pozostałych nagrań. Zrywa z black metalem, ogranicza gotyk, ale oddaje się death metalowi, czasem ocierając się o groove. Nie wiem, jakie czynniki zadecydowały o rychłym odejściu Lukasa Flarera z Graveworm, aczkolwiek "(N)utopia" to nie tylko prawie czterdzieści minut jego dużych możliwości, ale przede wszystkim pomysł na rozwój i odświeżenie standardów włoskiej kapeli, z których ta nigdy nie skorzystała… szkoda.

Konrad Sebastian Morawski