Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Shockwave Supernova

Shockwave Supernova - Joe Satriani

Shockwave Supernova

Wykonawca:

Joe Satriani

Gatunek:

Rock

8 /10

Konfrontacja z płytami gitarowych wirtuozów, dla mniej odpornych słuchaczy zazwyczaj kończy się klęską.

O ile docenia się kunszt i mistrzowskie opanowanie instrumentu, tak w kwestii budowy utworu i tego, co nazywamy z angielska "songwritingiem" już nie bardzo. Na szczęście wielu obecnych gitarowych bożków młodego pokolenia wyleczyło się z podobnego syndromu, racząc nas wydawnictwami kompletnymi, choć zbyt bezpiecznymi jak na progresywny metal. Joe Satriani za nic ma obecne trendy. Robi swoje, po raz kolejny udowadniając, ile można wycisnąć z sześciu strun. Tym razem w nieco mniej technicznej odsłonie, acz wciąż pozostawiającej daleko w tyle całe pokolenia gitarzystów.

Do tej pory Joe skrzętnie trzymał się konkretnej (i sprawdzonej) formuły. Najnowszy, piętnasty już album w dorobku amerykańskiego multiinstrumentalisty, przynosi dawkę oddechu od technicznych wygibasów. Tym, co wyróżnia "Shockwave Supernova" na tle choćby trzech ostatnich wydawnictw Satrianiego, to odstępstwa od pokazywania światu, dlaczego jest numerem jeden, na rzecz mocno bluesowego feelingu (żeby daleko nie szukać, "San Francisco Blue") i modern metalowego ciężaru ("On Peregrine Wings"). Dla przeciętnego odbiorcy może to być niemały szok i powód, aby dać płycie szansę; dla fanów Satrianiego zaś, ta quasi-opowieść o drodze do statusu gwiazdy rocka, stanowić będzie doskonałe uzupełnienie dotychczasowego, momentami przeładowanego dźwiękami dorobku.

Jest jednak coś, co nadaje albumowi przyjemnego charakteru. Chodzi mi o częste potraktowanie "dodatkowych" instrumentów, niemal na równi z gitarą. Jeśli wsłuchacie się w linie basu (genialny Bryan Beller), czy partie, w których za temat odpowiedzialne jest pianino, w lot pojmiecie, jak istotny w przypadku tego wydawnictwa jest częściowy zwrot Joe w kierunku łatwo wpadających w ucho motywów.  

Innymi słowy, już nie z perspektywy recenzenta, a słuchacza, który zazwyczaj stronił od Malmsteena i jemu podobnych wymiataczy, z Satrianim włącznie, okazuje się, że z "Shockwave Supernova" można czerpać sporo przyjemności. Znajdziemy tu trochę funka, jest i nieodłączny jazz, ale zdarza się, że Joe zagra z heavy metalowym pazurem. Wtedy moja metalowa dusza zostaje odpowiednio dopieszczona.

Grzegorz "Chain" Pindor