Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Rear Window

Rear Window - Magnificent Muttley

Rear Window

Wykonawca:

Magnificent Muttley

Gatunek:

Rock

8 /10

Trzej panowie wchodzący w skład warszawskiego Magnificent Muttley, bez wątpienia nosili kiedyś koszulki z Nirvaną i interesowali się twórczością Scotta Stappa, może nawet odwiedzili parę razy knajpę dla kierowców ciężarówek gdzieś na pustkowiu Texasu.

Prócz brzmienia garażowego grunge'u, Magnificenci przesiąkli stoner rockowym piachem, bo i ich muzykę można by bez większych przeszkód wrzucić do któregoś z odcinków "Synów Anarchii". Jest w tym graniu coś z Creed, Queens of The Stone Age, Soundgarden, Alice in Chains, a nawet wściekłość Nirvany. Przy okazji poprzedniego krążka, a właściwie epki "Little Giant", można się było dosłuchać klasycznych naleciałości - tu jest tego mniej, ale wciąż da się odnaleźć odległe echa ciężkich gitarowych riffów Black Sabbath, psychodeliczne odjazdy apokaliptycznych The Doors, a wreszcie, albo i przede wszystkim, hendrixowskie improwizacje.

Soczysty, mięsisty i doskonale słyszalny bas Krzyśka Pożarowskiego flirtuje właśnie z bardziej stonerową estetyką, z kolei gitary Jakuba Jusińskiego ciągnął całość w stronę garażowego grunge'u, choć potrafią też przywalić potężnym riffem czy połamaną solówką; do tego Aleksander Orłowski bombardujący bębny gradem uderzeń pałkami. Całość dopełnia chrypiący, lekko wycofany, ale potrafiący i zaatakować emocjonalnym krzykiem wokal Pożarowskiego, przywodzący na myśl Scotta Stappa, tudzież innych stonerowych buntowników. Jest to bez dwóch zdań muzyka trzech samców alfa, którzy jakimś cudem nie pozabijali się w ciasnej sali prób. Rock dla facetów pijących kawę odgrzewaną w mikrofali, żywiących się z tego co uda się upolować na pustyni, wieczorami popijających piwko w tanich knajpach, a z rana strzelających z łuków do wiewiórek.

Poza tym "Rear Window" świetnie brzmi - zespół do masteringu zaangażował Gavina Lurssena, faceta wcześniej współpracującego z Queens of The Stone Age, Foo Fighters czy Tomem Waitsem. Dodajmy, że Magnificent Muttley są zespołem totalnie niezależnym, bez cyrografu wiążącego z wielka wytwórnią i ludźmi, którzy nie bardzo znają się na muzyce, ale dobrze radzą sobie z liczeniem pieniędzy. Drugi album wydali z pomocą niezwykle ostatnio popularnych akcji crowdfundingowych. Cierpi wprawdzie na tym dystrybucja, ale dla chcącego nic trudnego.

O trio Magnificent Muttley mówi się coraz głośniej, a "Rear Window" tylko potwierdza to, co głoszono przy okazji debiutu grupy - że to zespół obiecujący i kandydujący do zagranicznej kariery. Niestety z tym drugim u nas ciężko, nawet przy współpracy z uznanymi muzykami (vide arcyświetna płyta trzech Polaków w kooperacji z Jasonem Barwickiem z The Brew, mowa o "Small Town Violence" grupy Whitewater). Niezależność też ma swoją cenę. "Rear Window" bezwzględnie na uznanie zasługuje, a w mojej opinii jest to właściwie najciekawsza, obok wspomnianej "Small Town Violence", polska rockowa premiera roku 2015. Te dwie płyty od dawna powinny zajmować wysokie miejsca w światowych plebiscytach na rockowe albumy roku.

Grzegorz Bryk