Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Seven Seals

Seven Seals - Primal Fear

Seven Seals

Wykonawca:

Primal Fear

Gatunek:

Heavy metal

8 /10

"Seven Seals" dopiero z czasem zyskało aprobatę fanów Primal Fear, zaś wśród zwolenników heavy/power krążek ten stał się jednym z lepszych wydawnictw ubiegłej dekady, wchodząc do kanonu gatunku.

Okazja do spotkania z tą wyborną pozycją w katalogu Niemców nadarzyła się dzięki limitowanemu wznowieniu przez katowicką oficynę Metal Mind Productions. Według mnie, na tle innych wznowionych ostatnio albumów, delikatnie mówiąc, mocno zakorzenionych w ekstremie, wybór akurat tego krążka jest strzałem w dziesiątkę.

W czasie premiery szóstego dzieła Primal Fear, recenzenci punktowali zmianę brzmienia na znacznie mocniejsze. Obniżony strój gitar i odejście od zbyt melodyjnej formuły, w rezultacie dało album przełomowy dla dalszej działalności zespołu. Przejście na ciemną stronę mocy, od czasu do czasu z prześwitami w postaci syntezatorów, wyszło Niemcom na tyle dobrze, że "Seven Seals" stało się wyznacznikiem tego, jak grupa będzie brzmiała przez kolejne lata. Niestety, rynek okazał się być niezbyt łaskawy dla Ralfa Sheepersa i spółki, a koncerty - w tym w naszym kraju - nie sprzedawały się najlepiej. Zapaść heavy/power odbiła się na wszystkich, nim jednak do tego doszło szóstka w dyskografii Primal Fear cieszyła ucha prawdziwym bogactwem potężnych, miejscami nawet thrashowych riffów ("Evil Spell"), doskonałych wokali i nietuzinkowych aranżacji ("Diabolous", "Seven Seals"), a ponadto wszystkie numery okraszono fantastycznymi refrenami.

Niestety, kapeli, podobnie jak wielu innym power metalowym załogom, nie udało się uniknąć niepotrzebnych dłużyzn i zbyt kurczowego trzymania się własnego dorobku sprzed lat. Dlatego, choć odświeżenie brzmienia zasadniczo wpływa na ocenę krążka, tak nie wychodzenie poza gatunkowy schemat czyni z "Seven Seals" album jedynie dla wielbicieli heavy/power. Przeciętny metalowy słuchacz zrazi się do wysokich tonów, nie kupi pieczołowicie tkanych melodii, a przede wszystkim, odrzuci go - a jakże - typowy dla gatunku koncept liryczny. Cóż, nie wszystkim musi się to podobać, ale na moje, niegdyś regularnie męczące power metalem ucho, ów album ma zadatki na to, aby podobać się nawet zwolennikom dużo agresywniejszego grania.

Grzegorz "Chain" Pindor