Kup Magazyn Gitarzysta

Genexus - Fear Factory

Genexus

Wykonawca:

Fear Factory

8 /10

Transhumanizm i związana z tą ideologią koncepcja rasy postludzkiej mogą przybierać różne formy. Według najbardziej sceptycznej przyszłość należy do maszyn, które wkrótce zastąpią ludzi. Jednak człowiek z krwi i kości, Burton C. Bell głośno krzyczy: "Nigdy nie umrę!".

Ten krzyk jest najbardziej słyszalny z perspektywy fana metalu industrialnego, ponieważ wokalista cenionego Fear Factory na dziewiątym albumie studyjnym zatytułowanym "Genexus" stał się, jak na frontmana przystało, obrońcą humanizmu. Burton C. Bell wraz z gitarzystą i basistą Dino Cazaresem napisali bowiem album, będący bastionem człowieka przeciwko dynamicznej ekspansji zimnych i surowych maszyn. Kapela z Los Angeles toczy walkę o człowieczeństwo, któremu zagraża cybernetyczna rewolucja. Kolejne słowa wykrzyczane przez Bella - "Nigdy nie weźmiesz mojej duszy!" - stanowią mrożącą krew w żyłach rozgrywkę w metal industrialny.

Najnowszy album Fear Factory zawiera w sumie dziesięć utworów (w wersji rozszerzonej - dwanaście, a w wersji japońskiej - trzynaście). Całość materiału została napisana przez wspominany duet Bell - Cazares, choć na krążku można też usłyszeć bębny debiutującego w Fear Factory Mike'a Hellera, a także wsparcie kilku innych gości, choćby interesujące klawisze od Laurenta Tardy'ego. Warto też dodać, że z tym materiałem nie ma nic wspólnego basista Tony Campos, który do Fear Factory dołączył w maju 2015 roku, czyli już po zakończeniu nagrań albumu. W sumie więc dwaj najbardziej wpływowi i rozpoznawalni członkowie zespołu wzięli na siebie ciężar oczekiwań fanów Fear Factory… i zarejestrowali po prostu porządny materiał.

Jeśli w 2012 roku przyszło komuś do głowy, że kapela z Los Angeles weszła na przebrzmiałe rejony metalu, to właśnie nastąpił mały renesans jej twórczości. "Genexus" charakteryzuje się wszak bardzo równym poziomem. Większość nowych kompozycji formacji to balansujące pomiędzy industrialem a groove metalem wściekłe strzały, których klimat osadza kapelę w bezdusznej stalowej fabryce. Album miewa liczne momenty, w których Burton C. Bell i Dino Cazares osiągnęli być może granicę wyładowań i wylanej agresji, szczególnie jeśli idzie o ich dotychczasową twórczość. Warto więc sprawdzić utwór tytułowy albo takie numery, jak "Autonomous Combat System", "Soul Hacker", "ProtoMech" i "Battle For Utopia", aby przekonać się, że z nowym krążkiem Fear Factory nie ma żartów. Jako rzekł frontman zespołu, ten materiał to: "Ból i cierpienie!".

Kapela zaproponowała również kompozycje sprawnie trafiające w klimat jej ostatnich nagrań ("Anodized", "Regenerate" i zwiewny finał albumu pod postacią "Expiration Date"), aby zarazem wprowadzić w świat "Genexusa" coś bardzo demonicznego i zarazem tajemniczego ("Dielectric", "Church Of Execution"). Jakkolwiek by jednak nie próbować zdefiniować wszystkich elementów składających się na album, to końcowe wrażenie pozostaje takie, iż mamy tu do czynienia ze wspominanym wcześniej odrodzeniem kapeli. Metal industrialny w wykonaniu Fear Factory dawno nie był tak wciągający (…i pesymistyczny) w warstwie lirycznej, a zarazem mocny i dopracowany jeśli chodzi o wokal oraz instrumenty. Bell wciąż dysponuje kapitalną skalą, a Cazares nie zapomniał gitarowego rzemiosła rozdając na "Genexusie" riffy niczym najmroczniejsza burzowa chmura pioruny.  

Podsumowując można by sięgnąć banału, że nowy album Fear Factory to rzecz idealna dla fanów kapeli i metalu industrialnego, można by też powiedzieć, że to porządny powrót zespołu po latach posuchy i to wszystko będzie prawdą. W każdym razie "Genexus" nie zasługuje na banały. To soundtrack dla buntu wobec najbardziej niebezpiecznych wyobrażeń o transhumanizmie.

Konrad Sebastian Morawski