Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / KSU. Rejestracja buntu

KSU. Rejestracja buntu - Krzysztof Potaczała

KSU. Rejestracja buntu

Wykonawca:

Krzysztof Potaczała

Gatunek:

Punk

8 /10

Jak wyglądały czasy PRLu w nieformalnej stolicy Bieszczadów i jak rodził się jeden z najsłynniejszych polskich zespołów punkowych - na te pytania odpowiada książka "KSU. Rejestracja buntu".

Przyznam szczerze, że podchodziłem do pozycji autorstwa Krzysztofa Potaczały z jednakową dawką obaw i nadziei. Te pierwsze brały się z lektury innych książek biograficznych o polskim punku: w większości nudnych, utrzymanych w duchu opowieści o cierpiących i ciemiężonych młodych koleżkach, którzy walczą z systemem.

Nadzieje wiązałem zaś z literackim dorobkiem Potaczały oraz miejscem akcji. Autor pochodzi z Ustrzyk Dolnych i ma na koncie kilka książek i tekstów o Bieszczadach. A że uważam te okolice za najbardziej magiczny punkt naszego kraju (bynajmniej przez sentyment) liczyłem na to, że będzie on ważnym punktem "KSU. Rejestracja buntu". I jest. Historia zespołu Siczki i Bohuna została tu genialnie połączona z opisem i dziejami miasta, rozwojem drzewnego molocha z Ustianowej, górskimi wyprawami i życiem na pograniczu polsko-ukraińskim (wtedy ZSRR).

Najważniejszy wniosek, jaki płynie z biografii KSU jest taki: w PRLu dało się żyć - Państwo jakoś funkcjonowało, czasy wcale nie były tak czarno-białe, jak wielu osobom z pokoleń X i Y mogłoby się wydawać. Bunt młodzieży nie brał się więc z ciemiężenia, biedy czy niedostatku. Był sprzeciwem przeciwko praniu mózgów oraz nierównościom społecznym.

Najcelniej główny społeczny wydźwięk książki przedstawiony został przez jednego z rozmówców Potaczały, a dotyczył gloryfikacji harcerzy przez komunistyczne władze: "Harcerze byli dla zwykłych obywateli konkurencją w kolejce po artykuły pierwszej potrzeby, chociażby deficytowy papier toaletowy. Ludzie widzieli, jak pod sklepy czy ustrzycki zakład handlu podjeżdżają samochody obsługujące harcerskie obozy i jak ładuje się do nich setki kilogramów najlepszych towarów: szynki, mięsa, cytrusów, kawy, kakao, słodyczy. Miałem znajomą kierowniczkę w jednym z obozów; opowiadała, że tego towaru przywożono często zbyt wiele, a harcerze nie mogli go przejeść. Niejeden raz musiała wyrzucać na śmietnik partię podpsutego mięsa czy kiełbasy, bo nie wytrzymywały zbyt długo plenerowych warunków. W tym samym czasie rodzice miejscowych dzieciaków stali całymi nocami po kawałeczek zwyczajnej wędliny, której i tak nie dla wszystkich wystarczało."

Oczywiście, autor nie kończy na samej socjologii - pisze też sporo o muzyce. Tu już mamy bardziej typowy obraz chłopaków, którzy całymi dniami ślęczą przy Radiu Wolna Europa i nagrywają na kasety całe płyty idoli z zachodu. W końcu wysyłają list do redakcji, który - ku ich zdziwieniu - zostaje odczytany na antenie. Oni są wniebowzięci i zyskują szacunek wśród miejscowej młodzieży. Służby Bezpieczeństwa już niekoniecznie….

Potaczała pisze o tych wydarzeniach lekko i z zacięciem. Prowadzi nas za rękę przez dzieje KSU, a swoją opowieść ozdabia naprawdę pokaźnym zbiorem zdjęć (także swojego autorstwa). Często słabych jakościowo, za to istotnych historycznie. Jako człowiek pochodzący z okolic Bieszczadów, połknąłem tę książkę w kilka godzin. Sądzę jednak, że opowiedziana w "KSU. Rejestracja buntu" opowieść trafi nie tylko do osób emocjonalnie związanych z kapelą i miejscem akcji, lecz także do wszystkich fanów polskiego punku i badaczy historii PRLu.

Autor: Krzysztof Potaczała
Wydawnictwo: In Rock
Stron: 320
Okładka: miękka

Jurek Gibadło