Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Immortalized

Immortalized - Disturbed

Immortalized

Wykonawca:

Disturbed

Gatunek:

Metal

8 /10

Niegdyś ikona NWOAHM, dziś nieco zapomniany, a jednak wciąż lubiany zespół w określonych środowiskach. Zwolennicy bardziej nośnego, mniej lub bardziej nu-metalowego brzmienia, lata temu upodobali sobie w Disturbed piewców dobrej nowiny, a przede wszystkim, przebojowego, rytmicznego grania.

Po latach sukcesów święconych głównie za sprawą wokalisty Davida Draimana, twórcy "Ten Thousand Fists" na dłuższą chwilę zawiesili działalność. Według mnie zupełnie niepotrzebnie, przede wszystkim dlatego, że rozłam jaki zapanował w szeregach Amerykanów, doprowadził do powstania dwu bliźniaczych formacji. Reunion wymagał czasu i… okazało się, że warto było czekać.

Dość nieoczekiwane zejście się muzyków z Chicago, zaowocowało bardzo, ale to bardzo przyzwoitym albumem. Co więcej, śmiem twierdzić, że "Immortalized" plasuje się w pierwszej trójce najlepszych płyt tego zespołu. Nie jest to opinia podyktowana sympatią sprzed lat, a raczej trzeźwym osądem i dużą dawką przyjemności płynącej z obcowania z tym materiałem. Są oczywiście momenty słabsze, może nawet niezrozumiałe (singiel "Fire it Up"), ale w ostatecznym rozrachunku, śpiewam razem z Draimanem, macham banią do jak zawsze połamanych rytmów i zwyczajnie cieszy mnie obecność tego zespołu na scenie. Mając w pamięci album, o którym wcześniej wspomniałem, zawsze chętnie wracałem do ich dokonań. Nowy, szósty studyjny krążek, dostarcza (w zależności od wersji) blisko trzynaście naprawdę mocnych numerów, z których znakomita większość spokojnie może znaleźć się w koncertowej setliście.

Co ważne, Disturbed anno Domini 2015 to zespół niemal pozytywny, radosny. Zakładam, że ten wesoły charakter wydawnictwa (choć teksty o tym nie świadczą!) to efekt rzeczonego zejścia się muzyków. Panowie są już po pierwszych koncertach i nie da się ukryć, że jest moc. Zresztą, dla bardziej otwartych słuchaczy lubujących się w nowoczesnych brzmieniach, ten zespół zawsze był jednym z najciekawszych na scenie. Panowie ponownie zjadają cały nu-metal i krążąc po heavy metalowej orbicie czarują zwolenników gitarowego łojenia.

Proszę jednak, abyście nie traktowali singli jako materiału reprezentatywnego dla całości. Ilość smaczków, interesujących rozwiązań w zakresie harmonii i rytmiki, a przede wszystkim, w materii samych, cholernie zapamiętywalnych riffów (spróbujcie nie machać baniakiem do "Who") czyni z "Immortalized" idealny soundtrack dla wszystkich gotowych na to, aby porzucić ekstremę i zrelaksować się przy dźwiękach nośnych, acz wciąż mocno kopiących tyłek.

Grzegorz "Chain" Pindor