Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Still a Warrior

Still a Warrior - DSG

Still a Warrior

Wykonawca:

DSG

Gatunek:

Power metal

5 /10

Gitarzysta David Shankle w świecie metalu zaistniał tym, że przez sześć lat należał do składu Manowar i wystąpił na znanym krążku tej kapeli "The Triumph of Steel" z 1992 roku.

Ponadto Amerykanin ma na koncie dwa duże albumy ze swoim autorskim projektem David Shankle Group, tj. "Ashes to Ashes" z 2003 roku i "Hellborn" z 2007 roku. Właśnie w ramach DSG ukazał się w tym roku album zatytułowany "Still a Warrior", za którego dystrybucję odpowiada Pure Steel Records. Niemiecki wydawca zdążył zareklamować nowy album Davida Shankle jako długo wyczekiwany, potężny power metal utrzymany wokół wyrafinowanych aranżacji.

Cóż, fani power metalu, w dziesięciu kompozycjach zawartych na krążku, mają raczej niedużą szansę odnaleźć coś interesującego dla siebie. Materiał w przeważającej części, zamiast wyrafinowania, oferuje rzemieślnicze podejście do klimatów power n’ heavy. Większość utworów charakteryzuje się dynamicznym tempem, serią na ogół banalnych i oklepanych pomysłów instrumentalno-wokalnych, a także dość dużą dawką niezdarnie ulokowanych melodii. Zresztą trudno oczekiwać jakiejkolwiek chemii pomiędzy Shankle, a trójką pozostałych twórców dzieła (Gabriel Anthony, Michael Streicher i Warren Halvarson), którzy nigdy wcześniej nie mieli nic wspólnego z DSG. Niestety przekłada się to na utwory zawarte na "Still a Warrior", które nie mają w sobie nic porywającego i stawiają Davida Shankle w gronie przeciętnych metalowych kompozytorów.

Gitarzysta wielokrotnie zaprezentował na albumie flagowy punkt w repertuarze swoich możliwości gitarowych - shredding. Łatwo odnieść wrażenie, że Shankle wyłącznie na tej technice próbuje oprzeć całą swoją karierę. W sumie nie można odmówić Amerykaninowi szybkości i talentu do gitary, ale nie znajduje to przełożenia na jakość napisanych przez niego utworów. Na nowym krążku DSG czasem daje się odczuć heavymetalowy brud, jak w kompozycji tytułowej i utworach "Fuel For The Fire", "Eye To Eye" oraz "Suffer In Silence (Agenda 21)", ale to raczej wynik słabego soundu materiału, aniżeli przemyślana koncepcja Shankle. Tym bardziej może zdumiewać fakt, że na płycie znalazło się miejsce na kilka "czystych" melodii, jak w "Glimpse Of Tomorrow", albo iż instrumentalny "The Hitman" brzmi tak, jakby w ogóle nie należał do zawartości "Still a Warrior". To jedyny w perspektywie całego albumu rzeczywisty popis gitarzysty, który przekłada się na jakiś konkret.

Może więc Amerykanin powinien próbować grać pod Joe Satrianiego, aniżeli tworzyć przebrzmiałe pomysły w klimatach power n’ heavy? "The Hitman" nokautuje wszystkie pozostałe utwory z tracklisty albumu i dobrze by było, aby ta informacja dotarła do Davida Shankle, ponieważ szkoda jego talentu na kawałki, które ewidentnie mu nie wychodzą. Powermetalowa ekipa, która go otoczyła na krążku, w tym będący w dramatycznie słabej formie wokalista Warren Halvarson, nie przyniesie DSG żadnej chwały. Jestem przekonany, że fani gitary po usłyszeniu tego albumu będą przecierali uszy ze zdumienia, że oprócz znakomitego utworu "The Hitman" znalazło się tam tyle śmieci.

Davidzie Shankle, jeśli mnie słyszysz, zainteresuj się hard rockiem i gitarowymi wariacjami na temat metalu! Zero wokali, 100% shreddingu i zjazdów, a DSG będzie zachwycać, zamiast rozczarowywać, jak to się niestety ma w przypadku "Still a Warrior".

Konrad Sebastian Morawski