Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Mindless Mass

Mindless Mass - Sphere

Mindless Mass

Wykonawca:

Sphere

Gatunek:

Death metal

7 /10

Stołeczni deathmetalowcy nie często raczą nas nowymi wydawnictwami. Może to i lepiej, bo zawartość "Mindless Mass" powinna wynagrodzić potencjalnym zwolennikom trzyletnią przerwę między albumami.

Dla mnie, istniejąca od blisko dwunastu lat horda nie jest obiektem westchnień, a tym bardziej powodem do gwałcenia przycisku repeat. Mimo to, w krajowym undergroundzie zespół nigdy nie splamił się złym wydawnictwem. To chyba dobrze, bo trzecie pełne dziecko Sphere, jak to mawiają - maturalne, nie jest li tylko podsumowaniem kariery, ale i nowym rozdaniem.

Premierowe pięćdziesiąt minut chłosty ze strony warszawian dowodzi kilku rzeczy. Mianowicie, że panowie trzymają rękę na pulsie i doskonale wiedzą, co dzieje się na rynku. Bliżej im do Rivers of Nihil niż do typowej śmierci z podziemia, dodatkowo mają w zanadrzu co najmniej sprawnych muzyków, z naciskiem na sekcję, która z miejsca mogłaby postawić do pionu kolegów z innych zespołów, a przede wszystkim, w całym tym harmidrze, gęsto dopalanym blastem, jest metoda i pomyślunek. Niestety, całość jest za długa i gdzieś w okolicy ósmego utworu mówię temu szaleństwu dość. Więcej nie trzeba.

Dochodzimy zatem do sedna "Mindless Mass". Wszystko się zgadza, mamy konkretne, czytelne, acz stricte deathmetalowe brzmienie, sprawnych muzyków, głowy kipiące od pomysłów i album, który jest przeładowany treścią. Możliwe, że trójka to jeszcze numery sprzed lat, z przerwy między debiutem a "Homo Hereticus". Jeśli tak, fani będą usatysfakcjonowani.

Niestety, skoro potencjalnie w grę może wchodzić opcja druga, czyli jest to efekt bieżących prac, panowie mogą czuć się spełnieni ale raczej nie powinni oczekiwać, że ktokolwiek świadomie dotrwa do końca płyty. Nie chodzi o słabą jakość materiału, albo jego przeciętność, bo od tego Sphere ucieka jak najdalej się da (to może być zasługa obsługującego wiosło Xana, znanego wcześniej m.in. z Vedonist). Strzały, choć większości krótkie (wyjątkiem jest kolos "I am The Cross") sprawdzają się w swej roli znakomicie. Szybko staną się koncertową amunicją. Szkoda, że cięższy, bardziej pokombinowany kaliber nie dostał szansy, aby stać się daniem głównym, co zredukowałoby ilość kompozycji.

Sphere nie mówię nie, ale na oklaski, jak w przypadku Embrional jeszcze przyjdzie poczekać.

Grzegorz "Chain" Pindor