Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Live At Montreux 1997

Live At Montreux 1997 - Emerson, Lake & Palmer

Live At Montreux 1997

Wykonawca:

Emerson, Lake & Palmer

Gatunek:

Art Rock

7 /10

Nie jestem zwolennikiem odgrzewania starych kotletów, ale dla tercetu ELP zrobię wyjątek.

Zakładam, że patrząc na tytuł recenzowanej płyty zastanawiacie się - "u licha, dlaczego teraz ktoś wydaje koncert sprzed 18 lat?". Ja zareagowałem identycznie patrząc, co też za płyty przyszły do mnie w ramach redakcyjnej przesyłki. Czyżby znowu jakiś niepotrzebny remaster nagrań zespołu, o którym dzieciaki nic nie wiedzą, a starsi wolą sięgać po wydawnictwa klasyczne?

Okazuje się, że prawda jest nieco inna. Oto dostajemy dwupłytowy album koncertowy z występu Emerson, Lake & Palmer na słynnym festiwalu w szwajcarskim Montreux. Zespół gram tam zresztą kilkukrotnie, ale dopiero w 1997 roku nagrał krążek, który spełniał jego oczekiwania. Problem w tym, że chwilę później ELP ponownie zawiesiło działalność (której do dziś - z małymi wyjątkami - nie wznowiło), a materiał odłożono na półkę. Ukazał się dopiero 7 lat później jako koncertowe DVD. I przepadł. W tamtym czasie na rynku królowała seria bootlegów ELP, album kompilacyjny ("The Ultimate Collection"), a także inne DVD - "Master from the Vaults".

Powodowani chęcią wskrzeszenia tamtych zapisków wydawcy, w porozumieniu z kapelą, odkurzyli "Live At Montreux", tym razem jedynie w wersji audio. Czy słusznie? Moim zdaniem tak. Już wyjaśniam, dlaczego tak sądzę. Przede wszystkim wydawnictwo prezentuje zespół w specyficznym punkcie kariery. Raz, że widmo kolejnego zawieszenia kooperacji już wtedy nad nim krążyło, dwa, że miał za sobą nagranie dwóch najgorszych albumów w karierze. Tymczasem w Szwajcarii spisali się doskonale, ciesząc uszy słuchaczy wirtuozerią oraz radością wspólnego grania.

Do setlisty włożyli oczywiście swoje najważniejsze kompozycje, w tym "Hoedown", "Tarkus" oraz "Knife Edge", a do tego dołożyli solidną porcję autorskich interpretacji muzyki klasycznej (że wspomnę "Toccata And Fugue In D Minor). Każda wykonana z biegłością, której pozazdrościć tercetowi może każdy muzyk, nie tylko rockowy.

Inna sprawa, że - to moje osobiste zdanie - muzyka serwowana przez Emerson, Lake & Palmer jest tyleż kunsztowna technicznie, co często nudna. Dlatego słuchałem "Live At Montreux 1997" bez wielkiej ekscytacji. Szacunek do Brytyjczyków będę miał zawsze, ale oddanym fanem nie zostanę już pewnie nigdy.

Jurek Gibadło