Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Bad Magic

Bad Magic - Motorhead

Bad Magic

Wykonawca:

Motorhead

Gatunek:

Rock

9 /10

Motörhead jest nie do zdarcia.

Dwudziesty drugi album studyjny angielskiej kapeli został wydany na jubileusz czterdziestolecia jej działalności, a przy okazji to dzieło rocznikowo załapie się też na siedemdziesiąte urodziny Lemmy’ego. Stężenie legendarności na "Bad Magic" jest więc ogromne, ale naprawdę nie trzeba wykazywać nawet minimum kurtuazji, aby nowemu albumowi Motörhead wystawić wyśmienitą ocenę. To najlepszy materiał kapeli w tym wieku, a zarazem jeden z najlepszych w jej dyskografii.

Krążek zawiera trzynaście utworów, wśród których znalazły się pozycje dobre, bardzo dobre i urywające głowę. Z pewnością nie ma tu numeru nadającego się na śmietnik historii. Są za to potencjalne klasyki zarejestrowane, aby nieco przedefiniować set koncertowy kapeli. Trzeba bowiem zauważyć, że Motörhead brzmi dziś świeżo i soczyście, łamiąc przy tym wszelkie prawa przemijania i tego typu biologicznych bzdetów, które obowiązują ludzi pijących mleko i żywiących się serkiem homogenizowanym. W trio tworzącym Motörhead płynie krew pompowana przez napoje wysokoprocentowe, a płuca kapeli oddychają gęstym dymem tytoniowym. Brzmienie "Bad Magic" ma więc w sobie coś ewidentnie wyjętego z klimatycznej londyńskiej knajpy. To materiał, który opowiada historię pewnego miejsca, a być może chodzi tu o historię człowieka, któremu nigdy nie był straszny rock and roll i taki też sposób życia?

Przy takim założeniu wszelkie speed n' heavy metalowe standardy Motörhead są niczym kolejne klejnoty w czterdziestoletniej koronie zespołu. Utwory "Victory or Die", "Thunder & Lightning", "Electricity", "Teach Them How To Bleed", "Tell Me Who to Kill" czy nowy hymn fanów angielskiej legendy "Shoot Out All Of Your Lights" powinny zadowolić wszystkich, którzy wiedzą czego oczekiwać od Lemmy’ego i ekipy. Po prostu. To Motörhead, który rozjeżdża wszystko na swojej drodze. Kapela osiągająca niesamowite tempo, a zarazem pełna rewelacyjnych solówek i fenomenalnych odjazdów gitarowych w wykonaniu Philipa Campbella, kapitalnych partii perkusji autorstwa Mikkey’a Dee (czyste szaleństwo w "Evil Eye"!) i przede wszystkim naładowana niepodrabialnym charakterem znajdującego się w nieziemskiej kondycji Lemmy’ego. Charakterystyczny frontman nie tylko z właściwą sobie manierą wyśpiewuje kolejne zwrotki swoich zabójczych tekstów, ale też raz po raz zasunie ciekawą zagrywką na basie. Lemmy, jesteś niezniszczalny!

Na krążku nie zabrakło też wyraźnych hardrockowych strzałów. Pod tym względem na pierwszy plan wysuwają się kompozycje "Fire Storm Hotel", "The Devil" i zabrudzona nieco w grunge’owym stylu "Choking On Your Screams", gdzie trio to grupa hardrockowych rzezimieszków. Coś bardzo zawadiackiego ma w sobie też "When The Sky Comes Looking For You", a zwieńczenie albumu, czyli cover "Sympathy For The Devil" z repertuaru The Rolling Stones, brzmi tak jakby Lemmy dał Jaggerowi po pysku. Tymczasem osobną historię stanowi ballada "Till The End", która jest moim zdaniem jednym z najbardziej intymnych wyznań Lemmy’ego w całej jego dotychczasowej historii na scenie. Ach! Ileż ciężaru niesie z sobą "Till The End". Nie chodzi tu tylko o wpadający w pamięć tekst, ale też o niesamowite ścieżki wokalne Lemmy’ego oraz poruszającego się wokół czarnej magii riffów i zjazdów gitarowych Philipa Campbella. Ten paradoksalnie najwolniejszy numer na "Bad Magic" ma szansę, aby z różnych względów stać się największym klasykiem z nowego albumu Motörhead.

Co można więcej napisać? Na koniec najlepiej oddać głos Lemmy’emu, który tak wyznaje we wspominanej przed chwilą balladzie: "I’m still the man I was" - i pewnie każdy słuchacz Motörhead noszący jaja w spodniach chciałby tak o sobie powiedzieć w okolicach siedemdziesiątki. Jaka to piękna puenta "Bad Magic". Nie znajduję słów, aby opisać esencjonalność tego dzieła. Wielki materiał.

Konrad Sebastian Morawski