Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Another Country

Another Country - Rod Stewart

Another Country

Wykonawca:

Rod Stewart

Gatunek:

Pop

4 /10

Rod Stewart z każdą płytą traci w sobie elementy samca alfa, w efekcie serwując nam coraz bardziej rozwodnione płyty.

Nie tak dawno recenzowałem płytę Johna Mayalla, jarając się jego witalnością. Blues zakonserwował Brytyjczyka, czyniąc go wiarygodnym i artystycznie płodnym także po 80. roku życia. Rod Stewart na konserwację wyglądu i głosu także narzekać nie może, podobnie jak na zdolność pisania nowych piosenek - na "Another Country" przygotował ich 12. Sęk w tym, że daleko owym songom nie tylko do najlepszych płyt artysty, ale nawet do klasy poprzedniego wydawnictwa - "Time".

Jednym z kryteriów oceny danej piosenki, które stosuję, jest wyobrażenie sobie, że to ja śpiewam ów utwór. I myślę o tym, czy robię to z radością, czy z zażenowaniem. A mam, proszę ja Was, bardzo dużą tolerancję. Nie mam problemu wyimaginować siebie jako S.I.A., śpiewającego o tym, że wiszę na żyrandolu. Albo że jestem Justinem Timberlakem i razem z Jayem Z wykonuję "Suit & Tie".

Natomiast z kilkoma piosenkami z "Another Country" mam ewidentny problem i zachodzę w głowę, co czuł Rod wpuszczając je na płytę. Zacznijmy od "Love And Be Loved" - mamy do czynienia z reggae tak miałkim, że przy nim twórczość Messejaha jawi się jako szczyt artyzmu. Kolejne kuriozum to "Batman Superman Spiderman" jak się domyślacie - o dziecięcych bohaterach. Pomijam tekst na poziomie intelektu worka kartofli, mnie najbardziej drażni aranżacja. Kobiecy chórek wyśpiewujący imiona komiksowych herosów brzmi nie wiem czy śmiesznie, czy już może strasznie. Żeńskie głosy wspomagające rozwalają też wcale sympatyczne "Hold The Line" - może Stewart miał wobec tych pań jakieś zobowiązanie i z tego względu zdecydował się je wcisnąć na krążek.

Nie chciałbym jednak wyłącznie narzekać na Roda. Jak już mówiłem facet niezmiennie trzyma formę wokalną - mam wrażenie, że jego głos nie zmienił się przez ostatnie 30 lat. Nadal ma w sobie chrypkę, nadal śpiewa tak, jakby to była najprostsza czynność świata. No i zdarza mu się popełnić niezłe kawałki. "Love Is" to czysty folk, z banjo, skrzypcami i kobzą - pogodna, przyjemna piosenka. Do twórczości Stewarta z lat 70. nawiązuje z kolei soul-rockowy "Please" - dynamiczny, przebojowy numer z popisowym wokalem artysty. Podobne zalety prezentuje "Walking In The Sunshine" - to kolejny radiowy rocker w żwawym tempie, zwieńczony wycieczką do Hiszpanii (gitara klasyczna, rytmizacja, grzechotki). Uważny obserwator dojrzy, że to co dobre zamyka się więc w kilku pierwszych utworach z płyty.

Reszta (pomijając wyliczone koszmarki) numerów to co najwyżej średnia krajowa, godna pierwszego lepszego wyrobnika, a nie jednego z najważniejszych wokalistów w historii. Dlatego, by nie psuć sobie opinii o Rodzie, proponuję olać to wydawnictwo.

Jurek Gibadło