Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hozier (Special Edition)

Hozier (Special Edition) - Hozier

Hozier (Special Edition)

Wykonawca:

Hozier

Gatunek:

Pop rock

7 /10

Irlandczyk po raz kolejny zabiera nas do kościoła. Tym razem na dłuższe, dwupłytowe posiedzenie.

Zachodnia cywilizacja jest dość prosta w obsłudze. Wystarczy jej rzucić jeden tyleż kontrowersyjny, co chodliwy temat (związki homoseksualne), wymieszać z kulturowym sacrum (kościół) i bam - już o nas głośno! Szczęśliwie Hozier nie musi odstawiać blasfemii, by osiągnąć sukces. Facet jest po prostu dobrym autorem.

Najlepszym dowodem na to twierdzenie jest sukces jego debiutanckiej płyty, "Hozier", która ukazała się we wrześniu zeszłego roku. Krążek doszedł do 2. miejsca w USA oraz 3. w Wielkiej Brytanii - nieźle, jak na debiutanta spoza tych krajów. Teraz Andrzej (a raczej jego wytwórnia) postanowił uraczyć nas rozszerzoną wersją wspomnianego wydawnictwa.

Dołączony do podstawowej edycji drugi dysk to zbiór 13 piosenek. Cztery pierwsze to utwory dotąd niepublikowane, bądź też znane z mało popularnych epek. Wyróżnia się wśród nich "In The Woods Somewhere" - mroczny, atmosferyczny, zapętlony wokół jednego motywu. Rządzi w nim falset Hoziera i delikatnie przesterowana gitara.

Kolejne pięć nagrań to koncertowe wersje hitów z "Hozier". Dwie obserwacje: na żywo kapitalnie sprawdza się ostatni singel z debiutanckiej płyty, "Someone New". Co prawda lepszą wersją Irlandczyka jest ta smutna, ale i pogodne dźwięki także wychodzą mu całkiem zgrabnie. Obserwacja druga: Andrew nie daje sobie rady z "Take Me To Church" na żywo. Hue Hue.

Album wieńczą cztery covery zarejestrowane w czasie sesji dla BBC. Z zaprezentowanego repertuaru można wywnioskować, że Hozier jest artystą o bardzo szerokich horyzontach. W końcu nie każdy gotów byłby postawić obok siebie "Whole Lotta Love" Zeppelinów i "Problem" Ariany Grande. Odważne, ale działa!

Nie powiem - całkiem zgrabny dodatek do swej hitowej płyty przygotował nam koleżka Hozier. Żywię nadzieję, że dzięki niemu nie będzie li tylko przebojem jednego sezonu (pozdrowienia dla Gotye).

Jurek Gibadło