Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / We Are Materia

We Are Materia - Materia

We Are Materia

Wykonawca:

Materia

Gatunek:

Djent

7 /10

Materia to jeden z nielicznych polskich zespołów, który w ostatnich latach zdołał mocno zakorzenić się w świadomości krajowych słuchaczy.

Jeszcze do niedawna grupa była raczej orędownikami groove i nowoczesnego acz delikatnie połamanego brzmienia. Dziś, raptem rok po debiucie podsumowującym dotychczasową działalność i inspiracje, panowie okrzepli, nabrali werwy, a przede wszystkim obrali mocny kurs na matematyczne, progresywne granie. Panie i panowie, można by rzec, w końcu doczekaliśmy się zespołu, który nie jest tylko projektem utalentowanych gitarzystów, jak u naszego rodaka Gru, a - nomen omen - materią z krwi i kości.

Zespół ze Szczecinka w krótkim czasie zaskarbił sobie uznanie dość zróżnicowanego grona odbiorców. Ile w tym zasługi aktywnego działania na poletku social media, a ile koncertowania, czy wreszcie prac w studio - ciężko ocenić. Raczej wszystkiego po trochu z naciskiem na koncerty, a raczej ich kosmiczną ilość. Mniemam, że dzięki tak dużemu natężeniu okazji do prezencji materiału, panowie niejednokrotnie zmieniali aranże i nabywając coraz lepsze umiejętności, sukcesywnie wprowadzali na klubowe salony nową, lepszą Materię. Nie chcę być złośliwy, ale transformacja zespołu i kolejne sukcesy, czy to w ramach własnego festiwalu, czy prezencji poza Polską niespecjalnie mnie interesowały. Co więcej, sceptycznie podchodziłem do całego przejścia na djentową stronę, ponieważ - może jestem uprzedzony - lubię jak w tym gatunku siłują się ludzie, którzy od początku łoją dziwnie i na progresywną modłę. Materii zajęło to trochę czasu i bynajmniej nie okazał się on stracony.

"We Are Materia"
to drugie pełne dzieło formacji. Od razu zaznaczam, że prezentuje on brutalną odsłonę matematycznych wygibasów, i zamiast porównywać kwartet (!) do Meshuggah, rzucę trzema nazwami, z których jedna jest raczej niespotykana. Mało kto pamięta o geniuszach z Coprofago, o amerykańskich underground owcach z Sees również, a to dwie hordy, które (w przypadku Coprofago lata temu, a Sees obecnie) wniosły sporo polotu na kształtującą się scenę. Numer trzy, bardziej oczywisty, który w moim odczuciu jest bezpośrednią inspiracją dla Materii to szwedzka Vildhjarta, która przeszła diametralną metamorfozę od instrumentalnego potworka aż po w pełni ryczące monstrum zahaczające o death metal. Gdyby Materię obedrzeć z typowego djentowego brzmienia i charakterystycznych patentów, panowie z łatwością przypadliby do gustu przeciętnemu fanowi ekstremy.

Czym zatem Materia kupuje słuchacza? Przede wszystkim świetnym opanowaniem instrumentów. Rzadko zdarza się, żeby w - nie oszukujmy się - okrojonym składzie sprokurować tak spójny materiał, naszpikowany ogromną ilością tematów. Można rzec, że tego wymaga gatunek - a nieprawda. Można grać prościej, babrać się w dłubaniu nad samymi melodiami bez łamańców i tez wyjdzie dobrze. Materia woli walnąć w pysk i to aż dziesięć razy, z czego co najmniej dwa - mam tutaj na myśli otwierające "Cry Forever" i "We Are Materia" - w pełni oddają, o co w tej zabawie chodzi. Dzieje się dużo, co nie jest zasługą li tylko samych gitarzystów, a przede wszystkim sekcji, a idąc jeszcze dalej - Waldemara Jędruszaka, który kilka lat temu stał za brzmieniem nieodżałowanego Angelreich, po dziś dzień najlepszej metalcore’owej kapeli w Polsce, a obecnie tworzy Scyllę, o której również będzie głośno. Gdyby nie odpowiedni sound drugiego krążka Materii z pewnością nie pisałbym o tym zespole w tylu superlatywach. Usłyszycie gary to przyznacie mi rację.

Co z wadami? Jedna zasadnicza, choć panowie grają na naprawdę mocno konkurencyjnym do zachodu poziomie, trochę się ze swoją wizją tej muzyki spóźnili. Djent poszedł w zupełnie bajtową stronę, gdzie poszczególni muzycy prog metalowych kapel realizują się na boku w coraz bardziej pokręconych projektach, udowadniając ile jeszcze można do tego wora włożyć. Bezlitosna sieka w nieszablonowych metrach, choć robi wrażenie, przejadła się parę lat temu i dlatego "We Are Materia" to po prostu bardzo solidne, acz kompletnie nic nie wnoszące wydawnictwo. Zresztą, to i tak sukces, że bez wstydu można się nimi pochwalić za granicą, a jako że zespół występował u boku m.in. Monuments, wielki świat przekonał się, że i u nas można tak grać. Może, czego im życzę, jeszcze przyjdzie ich czas i dołączę do grona wielbicieli. Póki co, zmieniam swój ambiwalentny stosunek i Materię polecam.

Grzegorz "Chain" Pindor