Kup Magazyn Gitarzysta

35xxxv - One Ok Rock

35xxxv

Wykonawca:

One Ok Rock

Gatunek:

Rock

5 /10

Gdybym musiał zwięźle podsumować najnowszą płytę Japończyków z One Ok Rock, użyłbym słowa "modna". Tylko że modne nie zawsze oznacza dobre.

Album jest mieszanką kilku stylów: niby metalcore’a spod znaku ostatnich albumów Bring Me The Horizon, pop punka a’la All Time Low, czy nawet czystej muzyki pop w stylu Nicka Jonasa. Powierzchownie wygląda to całkiem fajnie - każdy znajdzie tu coś dla siebie. W praktyce otrzymujemy bezbarwny, rozcieńczony i pozbawiony spójności krążek, który po przesłuchaniu ląduje na półce w miejscu, gdzie kurzu się nawet nie wyciera. A wcale nie musiało tak być.

"35xxxv" rozpoczyna się naprawdę zachęcająco. Po tytułowym wstępie, przywodzącym na myśl intra dwóch ostatnich płyt Thirty Seconds To Mars, słyszymy utwór "Take Me To the Top". Kompozycja utrzymana jest w stylu najświeższych dokonań wspomnianych chłopaków z Walii. Brzmi to naprawdę interesująco, jest w tym jakiś polot i aż żal, że gitary nie zostały trochę bardziej podkręcone. Gdyby gałka gain wskazywała poziom 10, piosenka byłaby bardziej tłusta. Kolejne piosenki "Cry Out", "Suddenly" i "Mighty Long Fall" to bliscy krewni pozycji numer dwa. Dryfują pomiędzy metalcorem i pop punkiem. Do tego momentu oceniany album jest warty polecenia. Potem jest już tylko gorzej.

Od szóstego na płycie "Heartache" - lekkiej i delikatnej ballady dla fanów wczesnej twórczości Miley Cyrus - zaczynamy odpływać od rejonów muzyki około rockowej. Stery ustawiają się na komercyjny pop/ pop rock, który nie jest ani odkrywczy, ani pociągający. Dostajemy trzy i pół minutowe kawałki nagrane praktycznie "na jedno kopyto". Właściwie nie ma sensu zagłębiać się w tę część albumu. Ja staram się o niej zapomnieć. Wersja deluxe płyty, którą otrzymałem do recenzji, została poszerzona o dwa utwory - "Last Dance" i "The Way Back". Bliżej im do początkowych kompozycji "35xxxv", co pozwala choć na chwilę zapomnieć o tragicznej części środkowej.

Album swoją pierwotną premierę miał już w lutym tego roku. Dopiero pod koniec września na amerykańskim rynku pojawiło się recenzowane wydanie z utworami nagranymi w języku angielskim. Krążek zadebiutował na miejscu 20. notowania Billboard Heatseekers Albums. Dotarł najwyżej do pozycji 17.

Z komercyjnego punktu widzenia, najnowszy materiał Japończyków jest umiarkowanym sukcesem. Z muzycznego - nie. Jeśli repertuar zawężono by do pierwszych pięciu i dwóch ostatnich kawałków, nota byłaby na pewno wyższa.

Kuba Koziołkiewicz