Kup Magazyn Gitarzysta

Wir - Pablopavo/Iwanek/Praczas
Gatunek:

Electronic

9 /10

Nie wahałem się nawet chwili, czy w gruncie rzeczy tak mało gitarowy album przedstawić w "Gitarzyście". Zdecydowała muzyka. Jest zbyt dobra.

A przecież i gitara się znajdzie na "Wirze". I klarnet basowy, i trąbka, i duduk (tradycyjny instrument w brzmieniu przypominający saksofon). Wszystko za sprawą gości, którzy wtrącają swoje trzy grosze tu i ówdzie wzbogacając brzmienie.

"Wir" to najbardziej norweska z polskich płyt, jaką dane mi było słyszeć, nie licząc blackmetalowych kalk z lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Idealna na ten jesienny czas. Rafał "Praczas" Kołaciński, autor muzyki, wysyła nas na daleką północ, w krainę surowego piękna, zorzy i nocy polarnych. Nie dziwi, że video promujące album (do utworu "Październikowy facet") nagrywano na Lofotach. Świetnie oddaje klimat "Wiru", choć sam kawałek może być mylący, gdyż jest to najbardziej upopowiony numer na płycie. Rozumiem chęć dotarcia do szerszego grona odbiorców przez "Październikowego faceta", który na pewno skusi fanów lżejszej alternatywy, czy indie folku z dodatkiem elektroniki. Obok lekko płynącego "Październikowego faceta" mamy żywy "Nasz Wir", połamany "Ledwo żywy lis", monumentalny i emocjonalny "Polakow" (znakomity!), spowite mrokiem "Nie ma snu", okraszony stłumionym agresywnym bitem "Strzępie". Nie ma miejsca na nudę.

"Stoimy nad rzeką. Ręka rękę grzeje. Nie będzie dziś nagród. Chłodnieją nadzieje. Październikowy facet. I dziewczyna listopad. Jutro może nas nie być. W mój strach kochanie popatrz".

Sukcesem Praczasa jest uzyskanie spójnego klimatu całości, mimo że poszczególne numery mogą znacznie różnić się od siebie. Muzyk umiejętnie kontroluje sytuację, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że słucha się zbioru przypadkowych utworów. Spoiwem jest brzmienie. Przestrzenne, niepokojące, głębokie, intrygujące. Można by rzucać nazwami, bawić się w skojarzenia, ale byłoby to krzywdzące wobec tria. "Wir" ma swój język, tyle że powstał w oparciu o kilka innych. Żadna to ujma, każdy dźwiga jakiś bagaż doświadczeń i inspiracji.

Wspomniałem o brzmieniu płyty. Czas napisać, co się na nie składa, a są to przede wszystkim miękkie elektroniczne bity, sample, fortepian. To stanowi fundament. Do tego dochodzą wspomniani na wstępie goście. Sporo tu wtrąceń kojarzących się z muzyką etniczną, jej transowością, rytualizmem. Całości dopełniają dźwięki mniej oczywiste, elektroniczne trzaski i szumy. Wszystko to sprawia, że jest to płyta do wielokrotnego odsłuchu, za każdym razem odkrywa się coś, co wcześniej umknęło.

"Gdzie jesteś. Kiedy jesteś potrzebna. Gdy się zapadło. I kusi jamą. Nie ma cię. Byś mnie ostrzegła. Żebym wytrzymał. Aż przyjdzie ranek".

Mamy jeszcze teksty Pablopavo, głos jego i Ani Iwanek. Ona czasem w tle, zaśpiewy kładące pierwszą warstwę klimatu, innym razem na pierwszym planie czarująca wokalem. On deklamuje, podśpiewuje, jakby od niechcenia. Razem stanowią duet nie do przecenienia.

"Zima nas rozetnie. Odłamkiem lodu. Nie znajdziemy siebie. I powodu".

Jesień się trzyma, za rogiem czai się zima. "Wir" jest idealnym albumem, by zająć długie, ciemne wieczory. Refleksyjny, przestrzenny, klimatyczny, innym razem niepokojący i spowity mrokiem, dociążony bitem. Album wielowymiarowy, nieoczywisty. Awangarda? Być może. Niemęcząca na szczęście, a wsysająca. Mnie "Wir" wciągnął, i wcale nie walczę by się wydostać.

Sebastian Urbańczyk