Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Global Chakra Rhythms

Global Chakra Rhythms - JEFF The Brotherhood

Global Chakra Rhythms

Wykonawca:

JEFF The Brotherhood

7 /10

"Global Chakra Rhythms" jest dokładnie tym, czym nie był poprzedni album braci Orrall. Narzekania fanów zostały wysłuchane z nawiązką i wszystko to, czego zabrakło na "Wasted on the Dream", zostało skondensowane w psychodeliczny trip.

Po latach funkcjonowania poza mainstreamem, wyprodukowany w 2012 roku przez Dana Auerbacha z The Black Keys, przy udziale Jacka White'a i Jacka Lawrence'a album "Hypnotic Nights" osiągnął sukces komercyjny i rozbudził apetyt fanów. Zapowiadana na 2015 rok kolejna płyta miała być drugim w dorobku zespołu albumem nagranym dla Warner Bros i ugruntować pozycję zespołu, jednak sprawy potoczyły się inaczej. W lutym zespół wydał oświadczenie, że został wyrzucony z wytwórni, przy obopólnym zadowoleniu, co zmusiło braci do wydania w marcu 2015 r. przygotowanego materiału za pośrednictwem własnej wytwórni Infinity Cat.

"Wasted on the Dream" nie podbiło rynku muzycznego, tak jak tego oczekiwano. Nie podbiło też serc fanów. Znalazły się na niej przede wszystkim garażowo-rockowe, lekkie utwory w stylu Weezer. Brak charakterystycznych stonerowo-psychodelicznych motywów nie wyszedł braciom na dobre. Z całą pewnością to nie był słaby album i można znaleźć na nim nawet doskonałe utwory, takie jak "Melting Place" z kapitalnym teledyskiem wzorowanym na Pink Floyd Live at Pompei czy "Black Cherry Pie", w którym na flecie zagrał Ian Anderson z Jethro Tull. Pomimo tego, "Wasted on the Dream" przyniósł kryzys, a wraz z nim zmiany i nowy krążek wydany pod koniec 2015 roku.

"Global Chakra Rhythms" to obietnica i zaczyna się obiecująco utworem, od którego nazwę przyjął cały album. Ten pomysł bardzo mi pasuje, ponieważ płyta zaczyna się mocno. Bez zbędnego czekania, jakby trochę niecierpliwie, bracia Orrall wykładają wszystkie karty na stół i zawierają z nami umowę, a my już wiemy, że to będzie bardzo pokręcona muzyczna podróż, która wyniesie nas wysoko ponad ziemską orbitę. Utwór jest manifestem odnowionego zespołu z Nashville. Bardzo oszczędna warstwa liryczna śpiewana w stylu Ozzy'ego z pierwszych płyt Black Sabbath, nie odbiega za bardzo od tego konceptu również w dalszych utworach, może poza "Radiating Fiber Plane" i "Whatever I Want". Tekstu na płycie nie ma za wiele, a jeśli jest, to wycofany, rzadko na pierwszym planie. To też pierwszy moment, gdy słyszymy saksofon. Obietnica nieograniczania się do standardowego instrumentarium? Jak najbardziej spełniona. Na "Chilled to Bones" saksofon przejmuje ostatnie dwie minuty utworu i luzuje nas do kości.

Dziewiąty album JEFF The Brotherhood to ciekawa propozycja w danym momencie muzycznej historii. Kilka lat temu mogliśmy zaobserwować narodziny nowej, psychodelicznej fali zapoczątkowanej przez Tame Impala i inicjującej całe rzesze naśladowców nie tylko w Australii, ale i na całym świecie. Spowodowało to przedefiniowanie psychodelicznego nurtu i pozostawienie tego co było, poza granicą nowoczesności.

"Global Chakra Rythm" prezentuje klasyczne podejście do psychodelicznego rocka. Nie nawiązuje dialogu z tym, co dzisiaj jest wyznacznikiem nurtu, ale zagłębia się jeszcze bardziej w korzenie gatunku, czerpiąc z takich legend jak Can. Pojawiające się na płycie egzotyczne instrumenty oraz tytuły piosenek kojarzą się z kulturą Indii, będącej przecież ogromną inspiracją dla hippisów z lat '60 i wyraźnie odciśniętą w muzyce psychodelicznej tamtych czasów.

Niestety świetny utwór otwierający album jest najlepszym kawałkiem na "Global Chakra Rythm". Obietnica została spełniona, lecz większość utworów to bardziej tło dla psychodelicznej wyprawy, którą można odbyć razem z JEFF The Brotherhood, jednak żadna z pozostałych kompozycji nie może i zdaje się nie miała być samodzielnym kawałkiem wgniatającym w fotel.

"Radiating Fiber Plane" to jedyny utwór na płycie, który przypomina "Wasted on the Dream", choć poprzedza go dwuminutowe, psychodeliczne intro. Bracia Orrall zdają się przypominać, że wciąż potrafią komponować lekkie piosenki, ale jednocześnie odcinają się od swojej przeszłości grubą kreską.

Album kończy "Whatever I Want", nagrany w Third Man Records Jacka White'a za czasów "Hypnotic Nights". Utwór bardzo się wyróżnia i doskonale pokazuje, jak bardzo zespół zmienił się na tej płycie. To fantastyczny kawałek, który może nie pasuje do całego materiału, ale pięknie go wykańcza, nie mógłby znaleźć się w innym miejscu "Global Chakra Rhythms". Choć od poprzedniego wydawnictwa nie upłynęło dużo czasu, krążek sprawia wrażenie bardzo przemyślanego. Nie ma na nim zbyt wiele singlowych utworów, a większość płyty przypomina raczej muzykę "relaksacyjną". Może to nie wpłynąć zbyt dobrze na sukces komercyjny albumu, jednak czas przy nim spędzony nie będzie czasem straconym.

Patryk Pesta