Kup Magazyn Gitarzysta

King - Fleshgod Apocalypse

King

Wykonawca:

Fleshgod Apocalypse

Gatunek:

Death metal

6 /10

Numer cztery w dyskografii włoskiego Fleshgod Apocalypse to nie kto inny jak sam Król.

Panowie tym razem delikatnie odchodzą od stricte symfonicznej formuły, przez co ich najnowsze dzieło może przypaść do gustu zwolennikom mniej przebojowego death metalu, a zwłaszcza jego technicznej odmiany. Wirtuozerski pierwiastek był u Włochów istotny już od czasu genialnej EP "Mafia" i z czasem długowłosi brutale w garniturach doszli w swym fachu do niewyobrażalnej wręcz perfekcji, ale…

Zapomnieli przy tym o jednej, jakże istotnej rzeczy. Mianowicie gdzieś w tym napędzanym blastem szaleństwie brak ducha i oryginalności. Co z tego, że pompatyczny klawisz ustępuje tematom żywcem zaczerpniętym z twórczości Bacha, skoro sieczka serwowana przez Włochów nie daje ani odpocząć, ani dobrze skupić się na wszystkich smaczkach. Tu niestety, największą bolączką jest paskudna produkcja, zaskakująco nienaturalnie brzmiące bębny (bardzo kiepskie sample!) i mało czytelne brzmienie gitar, o schowanej w miksie orkiestrze nie wspominając. To, co miało być novum i wyciągnięciem ręki w stronę niedowiarków, staje się gwoździem do trumny z napisem "King" i tych, którzy do tej pory celowo omijali zespół szerokim łukiem, album nie skłoni do wzięcia udziału w spektaklu pełnym klawiszowo-gitarowych solówek, głębokich growli i niemal operowych zaśpiewów. Ponadto, wydaje mi się, że grupa dobrze wie, że stoi przed niebezpieczeństwem zjadania własnego ogona i mocno głowi się nad tym, czym tu jeszcze zaskoczyć. Solo na skrzypcach? Może jakiś nowy blast? A może, heavymetalowe harmonie? Nic z tego. Póki gawiedź kupuje znany już teatr, rozwój musi poczekać.

Gdyby jednak poprawić minusy, między innymi utrzymać na wodzy opętanego manią szybkości Francesco Paoliego, zachowując przy tym balans pomiędzy niemal power metalową przebojowością, wynikającą z symfonicznych dodatków, a deathmetalowym wykopem, "King" mogło by narobić równie dużo szumu, co osławiony debiut formacji w barwach niemieckiego giganta Nuclear Blast. A co za tym idzie, krążek otrzymałby wyższą, zasłużoną notę.

Grzegorz "Chain" Pindor