Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Opacities

Opacities - Sikth

Opacities

Wykonawca:

Sikth

7 /10

Nie płakałem po Sikth, ba, nie robiłem tego również po rozpadzie Fellsilent i wielu innych matematycznych grup, które odmieniły brzmienie ekstremalnej muzyki, ale faktem jest, że nieoczekiwana reaktywacja bogów wszelkich łamańców budzi zaciekawienie.

Jak się okazuje, "Opacities", będący powrotem na scenę, to doskonały przykład nowoczesnego prog metalu, mocno zakorzenionego w djencie, acz flirtującego również z death metalem, hard rockiem czy heavy metalem. Do tej mieszanki panowie dodali filmowe wtręty i garść nadludzkich umiejętności, co w ostatecznym rozrachunku powinno nam dać dzieło niemal wybitne, stanowiącej jeden z najjaśniejszych punktów na prog metalowej mapie świata. A tu proszę, psikus.

Dla zachodzących w głowę, co też Pindor pisze, sprawa jest naprawdę bardzo prosta. Jak na tak utalentowanych muzyków, czerpiących z dorobku całego współczesnego metalu, pod kształt którego położyli zresztą mocne podwaliny, jestem rozczarowany wpisaniem się w obecne trendy w tej muzyce. Panowie chcą na siłę pokazać, jak szerokie mają gusta, jak plastycznie podchodzą do kwestii aranży, by ostatecznie polec w najistotniejszej kwestii - pisaniu piosenek, do których chce się wracać.

"Opacities", niczym płyty Plini, Davida Maxima Micica czy nawet naszego Jakuba Żyteckiego potrafi oczarować pomysłowością i perfekcyjną techniką, w tym wypadku, dotyczy to również absolutnie genialnego wokalisty w osobie Mikee Goodmana. Jednak w starciu z publicznością, która coraz częściej daje do zrozumienia, że jednak woli słyszeć mniej, otrzymując więcej (duszy, emocji; patrz: ostatni album Voices From The Fuselage), naszpikowane tematami "Opacities" to dobra rozrywka, ale na jednorazowe posiedzenie, w dodatku niepotrzebnie przedłużane przez wycieczki w stronę brutalnego metalcore’a, firmowanego przez gardło Justina Hilla. Trochę szkoda, tym bardziej, że liczyłem na prawdziwy rollercoaster, ale taki w typie Alaya czy The Kindred, gdzie dzieje się naprawdę dużo, ale rockowe inklinacje zmuszają do wciskania przycisku repeat.

Zatem, czy nie warto dać Sikth szansy? Owszem, aby zobaczyć jak (jeszcze) można grać prog metal, a ponadto, żeby zobaczyć jak czują te dźwięki ludzie, którzy wkraczając w dorosłe życie robili rzeczy przełomowe, m.in. dla metalcore’a.  

Grzegorz "Chain" Pindor