Kup Magazyn Gitarzysta

Kontakt - Fjort

Kontakt

Wykonawca:

Fjort

8 /10

Długo zastanawiałem się, co napisać o "Kontakt", zresztą początkowo nie zamierzałem nawet tego albumu recenzować.

Pierwotnie grupa z Aachen nie przypadła mi do gustu z powodu mojego stosunku do tekstów języku naszych ukochanych sąsiadów. Bywało jednak tak, że to, co z początku mnie odrzucało, w krótkim czasie zaczynało fascynować. We wstępnej fazie zapoznawania się z prezentowaną przez Fjort wizją post-hardcore’a, zespół zrażał do siebie bardzo charakterystycznym niemieckim, jednak po kolejnych przesłuchaniach najnowszego albumu nie wyobrażam sobie, aby "Kontakt" mógł zostać nagrany w innym języku. Wystawiam więc formacji niemałą laurkę, bo Fjort stał się moim ulubionym zespołem ostatnich tygodni.

Mało tego, uważam, że w płaczliwym post-hc, a raczej jego mieszance ze screamo i nowoczesnym metalcorem, niemieckie trio, jest swoistym objawieniem. Wiem, że jest cała masa zespołów, które są ciekawsze, grają smutniej, mniej intensywnie (Viva Belgrado), ale co poradzę, że recepta na "doła" w postaci "Kontakt" jest wystawiona na moje nazwisko. Młodzi panowie od czasu do czasu próbują łamańców spod znaku Architects, ale to tylko dlatego, aby w ich muzyce znalazło się więcej metalu, niż tylko rozpaczania nad własnym żywotem. Nie jestem germanistą, a lekcje niemieckiego brałem dawno temu i poza niektórymi zwrotami, i dość częstym powtarzaniem niektórych wyrazów, nie czuję się kompetentny, aby opowiedzieć co takiego boli smutną załogę. Zaręczam jednak, że o czym by ten materiał nie traktował, łączę się z Chrisem i wykrzykuję z nim kolejne wersy, żeby daleko nie szukać, hitu 2016 roku - "Anthrazit"

Elementem, który przyciąga do Fjort jest naprawdę dobra melodyka, umiejętnie dozowane napięcie i jak na tak emocjonalne granie, spora dawka ciężaru, znacząco przybliżająca zespół do sceny metalcore niż smutasów pokroju La Dispute. Zresztą, nawet gdyby doszło do takiego koncertu, i pierwsza i druga załoga kupiła by fanów zaangażowaniem, szarością i pasją. O ile giganci smutnego storytellingu robili by to w raczej mniej intensywny sposób, tak Fjort zawładnęło by salą, nie pozostawiając złudzeń co do tego, jakiego kalibru są tłamszone w ich sercach emocje. Także drogi czytelniku wiesz co robić. Słuchać Fjort, przyjść na ich warszawski koncert w kwietniu i głosić smutną nowinę. Jeszcze nie raz o nich usłyszymy

Grzegorz "Chain" Pindor