Kup Magazyn Gitarzysta

Big Deep - After the Burial

Big Deep

Wykonawca:

After the Burial

Gatunek:

Metalcore

6 /10

Twórcy jednego z przełomowych dla metalcore’a albumów, a mianowicie "Rareform" z 2008 roku, przez lata swojej kariery dorobili się opinii jednego z najciężej pracujących i kreatywnych zespołów na scenie.

Niestety, ząb czasu i zbyt intensywny kalendarz koncertowy doprowadził do tragicznej śmierci chorego psychicznie gitarzysty i głównego kompozytora zespołu Justina Lowe’a, Nie ukrywam, że w przypadku After the Burial strata takiego człowieka porównywalna jest do nagłej absencji Marka Ocubo w Veil of Maya czy Michaela Keene’a w The Faceless. Kogoś o takim charakterze, talencie, a przede wszystkim czuciu muzyki, ciężko znaleźć, stąd nazwa formacji wydaje się być mocno groteskowa.

Brak najbardziej kreatywnego muzyka w zespole doprowadził do pójścia na łatwiznę i sprokurowania dzieła będącego li tylko echem brzmień z "Rareform", nasyconym djentowymi inklinacjami. Zarzucałem im brak pomysłu na siebie przy poprzedniej płycie i zrobię to teraz. Panowie, same zera to nie wszystko, i ktoś, zwłaszcza teraz po wspomnianej tragedii, powinien im to uświadomić. Co więcej, w obecnej inkarnacji zespołu, podobnie jak w przypadku ostatniego longplaya Born of Osiris, górę wzięły trendy i (jeszcze) rynkowy popyt. Kiepsko, bo nawet bez Lowe’a, w kapeli są muzycy nie od parady, więc dziwi mnie tak kurczowe trzymanie się plastikowego brzmienia, quasi-matematycznych rozwiązań, i uprawiania meshuggahowej młócki na metalcore’owych podwalinach. Choćbym nie wiem jak się starał, nie ma na "Bid Deep" hooków, rytmów, solówek, do których chciałbym wracać (a Lowe dał podwaliny pod większość riffów!). Album jest doskonałym krążkiem w tak zwanym tle. Leci sobie, czasem zaatakuje zbasowanym breakdownem i tyle.

A skoro już mowa o breakdownach. O ile podstawowa warstwa tego albumu, czyli techniczny metal kuleje, tak rozkładając go na czynniki pierwsze, nowy long podopiecznych Sumerian Records ma fragmenty wybitnie koncertowe, i tego nie zamierzam im odmawiać. W zasadzie, "Big Deep" nagrano tak, aby utrzymać sceniczny vibe. Stąd pauzy na bas dropy czy co najmniej bardzo przemyślana kolejność utworów. Ale, ale… co z tego, skoro jako całość krążek nie broni się absolutnie niczym, i nawet gdyby było to "Rareform vol 2.0" stwierdziłbym, poniekąd ze smutkiem, że wszystko to już było, zarówno zagrane, monotonnie wykrzyczane, a co najważniejsze, podane w bardziej przystępny sposób, bez kosmicznej wręcz kompresji.

Grzegorz "Chain" Pindor