Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Erudite Stoner

Erudite Stoner - Erudite Stoner

Erudite Stoner

Wykonawca:

Erudite Stoner

Gatunek:

Folk

9 /10

O projekcie Erudite Stoner wiem dziś trzy rzeczy. Genezę ma w Brazylii, jego jednoosobowym twórcą jest Matheus Novaes, a muzyka, którą proponuje wydaje się symbolem naturalności, szczerości i piękna.

W czasach zdominowanych przez wielkie wytwórnie, nośne piosenki oraz nieograniczone możliwości techniki i promocji możliwość zaistnienia niezależnych artystów często bywa znikoma. Tymczasem szansa dla ludzi inspirujących się albumem "Kveldssanger" Ulvera albo twórczością Alcest i Agalloch wynosi mniej niż zero. W każdym razie od czego jest Magazyn Gitarzysta? Nikt w Polsce jeszcze nie napisał ani słowa o Erudite Stoner, a zapewniam was, że warto zapoznać się z pierwszym dziełem tego projektu. Tym bardziej, że całość materiału została udostępniona za darmo w sieci.

Tak oto na album zatytułowany "Erudite Stoner" składa się dziewięć kompozycji. Łatwo o wrażenie, że zostały one wyprodukowane w domowych warunkach. Jakość brzmienia materiału wydaje się bowiem skromna, a Matheus Novaes nie informuje o środkach użytych do stworzenia dzieła. Całość więc teoretycznie nie powinna zaistnieć w wielkim świecie, ale Erudite Stoner w sobie coś bardzo ujmującego. Na tyle, że kolejne kompozycje z debiutu mają szansę przedostać się do świadomości słuchaczy i pozostawić w niej ślad. To podobno klimat osadzony w post rocku, shoegaze, doom i klasyce, ale o wiele łatwiej napisać, iż Novaes wybrał się ze swoją gitarą klasyczną w okolice… folku. Dystans pomiędzy rozpaloną Brazylią a mroczną Norwegią wydaje się aż nadto odległy, ale wszelkie duchy wcześniej wspominanego "Kveldssanger" zamieszkały w debiucie projektu. To świetna rekomendacja.

Wyzwolenie, łąki szczęścia, absolutna niechęć do wyścigu szczurów - to wszystko dzieje się już w pierwszych trzech minutach albumu pod postacią utworu "Spiritual Deliverance". Gitara akustyczna w rękach Novaesa przywołuje na myśl refleksję, że nie warto się spieszyć. Niespełna trzydziestoletni gitarzysta, czasem trochę niezdarny, nie sięga po wyszukane akordy. Gra w dość prosty sposób, stopniowo buduje nastrój i przypomina, że natura to największe dobro ludzkości. Czystość tej muzyki przenika do kości. Atmosfera nieco się zagęszcza w kompozycji "Alienist". Wciąż mamy tu do czynienia wyłącznie z akustykiem, urozmaiconym pogłosem w tle, ale Novaes szarpie struny dość niespokojnie. Jest niczym nadciągająca burza nad spokojnym lasem. To równocześnie dowód tego, jak bardzo w muzyce brakuje dziś nieprzekombinowanych rozwiązań. W przypadku Erudite Stoner wystarczy umiejętnie poprowadzona gitara akustyczna.

W poszukiwaniu siebie, w meandrach różnych okoliczności natury, choć równocześnie w nawiązaniu do "Alienist", lokalizuje się "Ride To Nowhere". Wydaje mi się, że w tym utworze każdy mógłby zagrać jak jego twórca. Nie trzeba do tego wielkiego talentu, wystarczy bowiem trochę pracy i wyobraźni. To kolejny ważny atut Erudite Stoner. Każdy może być częścią natury i tego ważnego dzieła zbudowanego przez Brazylijczyka. Tymczasem trochę więcej skomplikowania wprowadza utwór "Far Away From City Walls", zagrany niejednostajnie, na różnych poziomach ekspresji. Wciąż mamy tu do czynienia wyłącznie z gitarą akustyczną, ale Matheus Novaes w tym przypadku uczynił z niej instrument niemalże progresywny, wikłając się w serię niebanalnych przejść i niespodziewanych przestrzeni. Takiego też ładunku wrażeń dostarcza ballada "There Is No Home" - okazuje się, że nie trzeba słów, aby wyrazić smutek, ponieważ wystarczy do tego gitara, nieco urozmaicona w brazylijskim folku.

Tak oto Erudite Stoner dość konsekwentnie osadza się w okolicach ulverowskiej wrażliwości. W sumie dla mnie debiutancki album projektu mógłby zostać zatytułowany "Kveldssanger 2", choć kłam temu zadają niektóre zagrywki Brazylijczyka, jak choćby w kulminacyjnych momentach utworów "Waiting For The Storm" i "Send Path", gdzie gitarzysta zagrał mocniej, niż na dystansie całego album. W każdym razie już w numerze "Roads To Somewhere" wszystko wraca do normy. Niespokojny od szumiącego wiatru las, zawieszony na przeszło siedmiu minutach klimat gitary, szarpnięcia, zagrywki, poszukiwanie siebie, niesamowita improwizacja w połowie utworu, dochodzenie prawdy… czy to nie jest pięknie? Sądzę, że wyłącznie dla fanów gitary akustycznej, ponieważ głównie dla nich tworzy Erudite Stoner. Być może również dla ludzi dążących do odnalezienie równowagi duchowej. W tym klimacie Matheus Novaes może uchodzić za barda wszelkich duchowych poszukiwań. Muzyka wydobywająca się spod jego strun brzmi oczyszczająco.

W finale pozostaje krótkie zwieńczenie dzieła pod postacią utworu "Left Behind", mającego w sobie coś optymistycznego, znowu dość prostego i zaskakującego swoją łatwością. To Matheus Novaes, człowiek, który wcale łatwości się nie wstydzi. Do napisania dalece absorbującego albumu wystarczyła mu gitara akustyczna, trochę efektów i dobre inspiracje. Trudno więc ocenić to dzieło inaczej, niż tylko w superlatywach, ponieważ Erudite Stoner przypomina o tym, co w muzyce jest najważniejsze. Odkrywa jej genezę, na niepodłączonych do prądu strunach eksponuje piękno i wprowadza do tajników natury w tym bardzo zabieganym świecie. To piękny album. Po prostu.

Konrad Sebastian Morawski