Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Koldfusion

Koldfusion - Monomotiv & Aleksandra Siemieniuk
Gatunek:

Trip hop

7 /10

Kiedy ktoś wyskakuje z tak niebanalnym pomysłem, jakim jest projekt "Koldfusion", człowiek zaciska kciuki tak mocno, że mu kłykcie bieleją, a wszystko po to, by się udało, by było rzeczywiście tak ciekawie, jak się zapowiadało.

Bo proszę sobie wyobrazić gitarzystkę, która nie ukrywa, że ma hopla na punkcie sześciostrunówki, a na dodatek jeszcze bluesa i wszystkiego co od bluesa się wzięło - a przecież wszyscy wiemy, głosi to Stara Księga, że "na początku był blues, a dopiero później coś się tam działo, m.in. Elvis i dinozaury", choć niektórzy twierdzą, że dinozaury były sporo później. Taka jest właśnie Aleksandra Siemieniuk, rozkochana w tym co robi, a zrobiła już całkiem sporo, choć wciąż czekamy na solową płytę. Z drugiej strony mamy producenta, Monomotiva, który szaleje w rytmie trip-hopu i funku. Drogi tej dwójki zeszły się, gdy Siemieniuk poprosiła Monomotiva o remiks jej EPki "World Looks Bad". Tak się złożyło, że producent również był w trakcie pracy nad nową muzyką. Współpraca układała się tak znakomicie, że zadecydowali o duecie. Pozbierali wspólne utwory i oto jest "Koldfusion".

No i pięknie to wszystko gra. Tłusty bas, beaty z pogranicza trip-hopu i hip-hopu, rześkość oraz przebojowość funku, pewne naleciałości acid jazzu, trochę drum'n'bassu, a wreszcie żywe instrumentarium z gitarą Aleksandry na czele. Jest na "Koldfusion" kilka kapitalnych momentów, jak chociażby w najlepsze funkujące "5th Floor Funk", okraszone fantastyczną, jazzującą gitarą "Get Smooth", chyba najlepszy na krążku "Easy Groovin'" z rewelacyjną solówką na flecie, czy "The Herbalist", gdzie Siemieniuk daje się ponieść mocniej rockowej estetyce. Sample są tu naprawdę konkretne i pięknie napędzają utwory.

"Koldfusion"
nie ustrzegło się jednak kilku błędów. Monomitiv i Siemieniuk mówią, że projekt wyszedł zupełnie spontanicznie, i słychać, że rzeczywiście, pewne rzeczy nie zostały do końca przemyślane, można je było zrobić lepiej, gruntowniej przemyśleć koncept na graną muzykę, więcej sił włożyć w dopracowanie stylistyki. Przede wszystkim warto by muzykę urozmaicić. W większości przypadku to beaty stanowią główny wątek utworów, ich oś, a tak być nie powinno, szczególnie gdy ma się za plecami Siemieniuk, która wyprawia cuda z gitarą - niestety w produkcji rytm został podkręcony na tyle, by gitary blakły w tle, zlewały się z nim. To co się udało w "Easy Groovin'" poprzez wyeksponowanie fletu przed sekcję, nie udało się w "Get Smooth", gdzie sześciostrunówka schowana jest za beatem czy "The Night", w którym gościnne skrzypce również znikają za warstwą sampli. To się na "Koldfusion" zdarza zdecydowanie za często, a to właśnie gitara, czy też inne żywe instrumenty, koloruje utwory, stanowi o ich charakterze i sile, również pod względem kompozytorskim - wystarczy porównać z "Little Room", gdzie Siemieniuk jest zdecydowanie mocniej osadzona na pierwszym planie, a przez to utwór staje się ciekawszy, lepiej zaaranżowany i po prostu czarujący za sprawą sprawnej wycieczki po gitarowym gryfie.

To oczywiście pewne niedostatki formalne, które nie tuszują bogactwa "Koldfusion", bo krążka słucha się świetnie i w gruncie rzeczy, jako całokształt, daje radę zarówno eklektyzmem, jak i energetyzującą atmosferą. Już sam pomysł takiej fuzji gatunkowej aż prosi się o oklaski, bo jest to w istocie coś niebanalnego, innego, świeżego. Gitary, gdy się już w nie wsłucha, grają kapitalne rzeczy, a gościnny udział fletu czy skrzypiec tylko dodaje albumowi charakteru. Nowoczesność trip-hopu flirtuje ze szlachetnością jazzowych gitar. Koniecznie posłuchajcie, całość można odsłuchać na bandcampie. Uwagę mam na koniec jedną, bo może właśnie w tym sęk, że do tak niebezpiecznego tematu twórcy podeszli jednak trochę zbyt bezpiecznie - jakby chcieli sprawdzić, czy to wypali, czy da radę. Wypaliło. Na przyszłość nie ma się co nad tym zastanawiać, tylko rzucić w wir. I będzie grało!

Grzegorz Bryk