Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Hammer Doctrine

The Hammer Doctrine - Ragehammer

The Hammer Doctrine

Wykonawca:

Ragehammer

8 /10

"To jest wojna." W taki sposób Pagan Records zapowiada "The Hammer Doctrine", debiutancki album Ragehammer. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Już rzut oka na piekielną okładkę, łączącą w sobie średniowieczne wizje Hieronima Boscha z klimatami gore spod znaku "Acts of the Unspeakable" Autopsy wskazuje, że Ragehammer jeńców brać nie zamierza. Zresztą, zespół swe dosadne credo ("Ja jestem twoją wojną, zarazą, głodem i śmiercią. Ja jestem twoim wrogiem i idę po ciebie, ty ścierwo!"), idealnie pasujące do muzycznej stylistyki dobitnie wyraził w zaśpiewanym po polsku "Wrogu", ale także w "Pure Hatred" czy właściwie w każdym innym utworze, który znalazł się na płycie. Może prócz "Spotkania z Diabłem", zaskakującej przeróbki świetnej piosenki z płyty... "Krzysztof Klenczon i Trzy Korony", wydanej przeszło 40 lat temu. Krzysztof Klenczon i jego bigbit we wściekłych, thrashowych szatkach? Czemu nie, w końcu diabeł był tam już wcześniej.

Thrash/black metal w wykonaniu Ragehammer to właściwie nieustanna jazda z prędkością grożącą bezpowrotną utratą prawa jazdy. Zespół zwalnia tylko epizodycznie ("Warlord's Fall" czy "Knives") i rzadko bawi się w niuanse, koncentrując się na bezceremonialnym dźwiękowym szturmie na pozycje przeciwnika. Nieco zaskakujących melodii wkrada się za to do heavymetalowego refrenu otwierającego krążek "First Wave Black Metal" - kolejnej metalowej deklaracji wiary (czy raczej bluźnierstwa) muzyków Ragehammer. Krakowska ekipa, być może puszczając oko do Darkthrone i ich "New Wave of Black Heavy Metal", wymienia tu takie nazwy jak Venom, Angel Witch, Kat i Running Wild i właśnie do twórczości tej pirackiej ekipy (ja słyszę tu również zapomniany dziś Skyclad) nawiązuje refren utworu.

Później melodie schodzą na dalszy plan, a formacja skupia uwagę głównie na szybkości, podtrzymywanej przez sekcję, w której pięknie wybija się głośno pracujący bas. A jednak trudno odmówić "The Hammer Doctrine" specyficznej chwytliwości i to mimo faktu, że dość jednostajna młócka zawsze wpływa na osłabienie dynamiki kompozycji. Albumu słucha się bardzo dobrze, bo dostarcza on konkretnej dawki prymitywnej satysfakcji - oczywiście tylko tym wszystkim, którzy cenią sobie bezpretensjonalne i surowe podejście do metalowej sztuki, cechujące przed laty twórczość pionierów gatunku.

"Do zobaczenia w piekle" - ryczy na koniec płyty wokalista Heretik Hellstörm. I choć wizja infernalnych tortur, przedstawiona na okładce raczej nie zachęca do towarzyskiej wizyty, ja to zaproszenie przyjmuję. I polecam uczynić to samo. No chyba, że wolicie Dream Theater...

Szymon Kubicki