Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Miłość i władza

Miłość i władza - Lady Pank

Miłość i władza

Wykonawca:

Lady Pank

Gatunek:

Pop rock

7 /10

Lady Pank na polskiej scenie muzycznej funkcjonuje już od 35 lat. W grudniu 1981 roku podczas sesji w krakowskim studiu teatru STU Jan Borysewicz wspólnie z Wojciechem Bruślikiem i Andrzejem Dylewskim nagrali pierwszy singiel "Mała Lady Punk", który po niewielkiej korekcie nadał nazwę zespołowi.

"Miłość i władza" to już dwudziesty studyjny album w karierze zespołu. Nie przynosi on żadnej muzycznej rewolucji. Lady Pank to sprawdzona marka, która nie musi nikomu niczego udowadniać oraz na siłę poszerzać kręgu odbiorców. Nie sposób pomylić tego niezwykle charakterystycznego, inspirowanego The Police brzmienia gitary Jana Borysewicza oraz wokalu Janusza Panasewicza.

Na płycie znajduje się 10 kompozycji, które są stonowane, dopracowane i zahaczające o pop-rockowe klimaty, choć w żadnym wypadku nie jest to zarzutem. W warstwie tekstowej mała zmiana, o ile na poprzednich albumach wiodącą postacią piszącą teksty był sam Janusz Panasewicz, tym razem oddał on pole do popisu Wojciechowi Byrskiemu (8 tekstów) i Bogdanowi Olewiczowi (pozostałe dwa). Już otwierająca całość "Miłość" zawiera te charakterystyczne elementy, dzięki którym od razu słychać z kim mamy do czynienia. Do tego prosty, aczkolwiek przemyślany tekst i świetna solówka, która przypomina mi czasy solowej działalności Borysewicza.

"Każda władza nam przeszkadza…" to zaś przekaz płynący z tytułowej "Władzy", która zaskakuje brzmieniem mandoliny we wstępie. "Trochę niepamięci" to klasyczna balladka, która szybko wpada w ucho dzięki nieco folkowym klimatom i  kolejny raz znakomitej solówce. "Lizusy", numer cztery na płycie wraca już na bardziej "czadowe" tory i pędzi do przodu z przekornym tekstem, który odbieram jako ironię z współczesnego świata muzycznego i nie tylko… Z kolei zwrotka "Z niczego coś" przyciąga uwagę staccato, które od tego charakterystycznego dla Angusa Younga z AC/DC odróżnia tylko lekkość i delikatność brzmienia.

Chwytliwość melodii, mimo że są one nieco przesłodzone, jest niewątpliwym atutem "Miłości i władzy", większość refrenów zostaje w głowie już po pierwszym przesłuchaniu. Przykładem może być "Droga" - przebojowy numer z autocytatem tekstowym z wcześniejszego albumu (w duchu "Strach się bać") oraz ze świetnymi klawiszowymi wstawkami Rafała Paczkowskiego, który pełni również rolę producentem albumu, Maanamowe "Czarne myśli", które świetnie zamykają całość oraz "Moment", przypominający nam, że nasz czas jest policzony, i że "jesteśmy tu tylko na moment", a nasze życie skończy się "no i cześć". Jest tylko jedno ale, w postaci utworu "Mogę sobie pójść", który, choć chwytliwy, dłuży się i jest nieco monotonny.

Lady Pank na najnowszej płycie nie zamierza zdobywać nowych słuchaczy, a dla tych fanów, których zespół wcześniej przekonał do siebie, przygotował równe, choć nieco przesłodzone dzieło. Jednak "Miłość i władza" broni się i na pewno jest jednym z czołowych albumów, które ukazały się w tym roku.

Szymon Pęczalski