Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / White Album

White Album - Weezer

White Album

Wykonawca:

Weezer

8 /10

Soundtrack nadchodzącego lata nazywa się "White Album". Weezer powraca do idei albumu koncepcyjnego na swoim najlepszym dziele od lat.

Od chwili, gdy pod koniec października zespół wypuścił singiel "Thank God For Girls", przez kolejne trzy miesiące zaprzeczał o jakichkolwiek planach wydawniczych. W tym czasie Cuomo oddawał się chyba najdziwniejszemu procesowi twórczemu. Szlajał się po plażach Venice i Santa Monica w Los Angeles, spotykając na swojej drodze całą menażerię tamtejszych miejsc. Umawiał się z dziewczynami z Tindera, które wg aplikacji znajdowały się w okolicy, chodził na koncerty młodych zespołów, spędzał czas w towarzystwie wyznawców Hare Kryszny. Jeśli te doświadczenia miały przenieść ducha tych miejsc na krążek, to wierzę, że się udało. W "White Album" jest coś niewymuszonego i naturalnego.

Producentem albumu został Jake Sinclair. Współpracował wcześniej z Taylor Swift, Fall Out Boy oraz P!nk. Sinclair przyznał, że jako dzieciak był wielkim fanem Weezera. Był nawet frontmanem w zespole Wannabeezer, grającym ich covery. Już wcześniej miał okazję pracować z zespołem, przy okazji płyty "Raditude" z 2009 roku, pomagając przy nagrywaniu utworu "(If You're Wondering If I Want You To) I Want You To". Odświeżona po latach znajomość między nim a Cuomo przyniosła nie tylko zacieśnienie więzi, ale także pomysł na nowy album. Oto uznany dziś, popowy producent ma szansę spełnić swoje dziecięce marzenie i wyprodukować album swojego ukochanego niegdyś zespołu. Nietrudno więc domyślić się, że idea będzie opierała się na pewnym powrocie do starego, rozwijanego na przestrzeni lat brzmienia.

Jake Sinclair postanowił zawrócić zespół do najbardziej kultowych dziś albumów w dorobku grupy, "Blue Album" oraz "Pinkerton". Zmusił nawet Cuomo do zapuszczenia brody, którą ten miał w czasach pierwszej płyty. "White Album" to przydomek, który wg przyjętej już w kręgach fanów zespołu tradycji, nadawany jest zgodnie z kolorystyką okładki tym płytom, którym nie została nadana odrębna nazwa. Doświadczenia Cuomo z "podróży" po współczesnym LA nadały krążkowi pewną spójność, ideę, którą nieprzypadkowo daje się tutaj uchwycić jako swego rodzaju ścieżkę dźwiękową do tych przeżyć. Pierwszym utworem jest "California Kids", rozpoczynający się od tła z odgłosami przywodzącymi na myśl plażę. Skrzek mew i bliżej nieokreślony gwar ludzi przedzierają się przez dźwięki wzburzonych fal. Piosenka jest zmodyfikowaną wersją utworu "California" - singla pobocznego, japońskojęzycznego projektu wokalisty, Scott & Rivers.

Singlami zostały numery o największej mocy koncertowo-radiowej. Każdy z singli muzycznie różni się od siebie. Mszalne klawisze nadają sakralny ton w "Thank God For Girls". Histeryczny rap Cuomo w refrenie przeradza się w krzyk uzupełniony świetną linią gitarową. W "King Of The World" wokalista mierzy się z lękami jego żony Kyoko, zapewniając o swoich uczuciach w kapitalnym refrenie. "LA Girlz" to z kolei retrospekcja lat dziewięćdziesiątych, przywołana powrotem do miejsc związanych z początkami zespołu, w odpowiednim, power-popowym nastroju.

Na poprzednich albumach dawało się zauważyć dwoistość osobowości Cuomo. Z jednej strony nie stroniącego od narkotyków dzieciaka o punkowej duszy, z drugiej niezwykle utalentowanego autora osobistych piosenek dysponującego kojącym głosem. Nie inaczej jest na "White Album", choć zdaje się tu przeważać ta spokojniejsza wersja Riversa. Punkowy charakter najbardziej dostrzegalny jest w "Do You Wanna Get High?". Utwór prowadzi charakterystyczny dla zespołu, tłumiony motyw gitarowy. W tej piosence wokalista spogląda nie tylko w swoją muzyczną przeszłość, ale także na dawną miłość i uzależnienie od leków.

Zdecydowanie inny wydźwięk mają utwory "(Girl We Got A) Good Thing" i "Summer Elaine and Drunk Dori". Cuomo to przecież gość, który na pierwszym albumie skomponował "Say It Ain't So". Co prawda do miejsca na liście 100 największych gitarowych utworów wszech czasów wg Rolling Stone'a z pewnością im brakuje, ale słychać, że frontman wciąż ma w sobie to, dzięki czemu kiedyś znalazł się w tym zestawieniu.

Wyróżniającą się kompozycją jest "Jacked Up". To być może najsmutniejsza piosenka od czasu albumu "Pinkerton". Numer prowadzony jest przez pulsujące klawisze przy dramatycznym falsecie Cuomo, opowiadającym o strachu przed romantycznymi konsekwencjami zostania na noc. Album zamyka "Endless Bummer". Wyłącznie przy akompaniamencie gitary akustycznej, wokalista śpiewa, że po prostu chce, aby to lato się już zakończyło. Jeszcze tylko gitarowe solo, które każdym dźwiękiem oznajmia koniec i tak jak na początku płyty, tym razem żegnają nas odgłosy z kalifornijskiej plaży. Zastanawiasz się, czy to te same dźwięki, czy tylko dałeś się ponieść sugestii i słyszysz w nich koniec lata.

Jedenaście lat temu Weezer nagrał teledysk w posiadłości Playboya w towarzystwie Hugh Hefnera i jego króliczków. Co więcej może zrobić taki zespół? Dostać za to Grammy? Dostał. Na "White Album" udało się osiągnąć to, że piosenki o dziewczynach, Kalifornii i haju znowu brzmią świeżo, kryjąc w sobie jednocześnie krytyczne spojrzenie na współczesny styl życia. Ta z pozoru błaha wycieczka przez wybrzeże LA pozwoliła Cuomo spojrzeć także w głąb siebie. Koncept powrotu do brzmienia z pierwszych płyt skonstatowany z dzisiejszym wizerunkiem kalifornijskiej młodzieży okazał się udany. Na "White Album" nie ma ani jednego słabego, odstającego od reszty kawałka, który mielibyśmy ochotę przewinąć. Ulubiony nerd rock and rolla ma dziś 45 lat, ale jego piosenki są o 20 lat młodsze i młodzieńczego wdzięku może im pozazdrościć wielu współczesnych, młodych twórców.

Patryk Pesta