Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Basses Loaded

Basses Loaded - Melvins

Basses Loaded

Wykonawca:

Melvins

7 /10

Basiści proszeni o uwagę - Melvins nagrali płytę, na której to wasi bracia po instrumencie są głównymi bohaterami.

Na wstępie mała dygresja. Moja przygoda z Melvins dzieli się na dwa okresy: przed i po koncercie, który zobaczyłem w 2013 roku. Wcześniej załoga Buzza Osborna owszem - była przeze mnie ceniona, ale jakoś nie mogłem złapać jej bakcyla. Dopiero gdy zobaczyłem zespół na żywo i usłyszałem miażdżące brzmienie gitar, poczułem, że nadajemy na tych samych falach.

Dzięki "Bass Loaded" podobne uczucia wzbudzą u siebie zapewne wszyscy basiści rockowi i metalowi (jeśli do tej pory nie kochali Melvins). Świeży krążek Amerykanów został wyprodukowany tak, by szarpidruty mieli tu przestrzeń do zaprezentowania swojego brzmienia. Dlaczego tak? Ponieważ ideą wydawnictwa jest ponowne spotkanie ze wszystkimi basistami Melvins, grającymi w zespole w ciągu ostatnich 10 lat.

W efekcie w 12 kawałkach gra w sumie 6 basistów, że wspomnę Stevena McDonalda, Jareda Warrena (jego "szklaneczkę" lubię najbardziej) i Mike'a Dillarda. Gościem specjalnym jest Krist Novoselic. Były członek Nirvany zagrał na basie i akordeonie w "Maybe I Am Amused".

Większość kawałków z "Bass Loaded" wierni fani Melvins znają z poprzednich wydawnictw grupy - epek "Beer Hippy", "War Pussy" oraz "Chaos As Usual". Jednak dla przeważającego grona, w tym niżej podpisanego, będzie to pierwszy kontakt z tymi utworami, w związku z tym nie ma co narzekać na grzanie kotleta.

Pierwsza połowa krążka jest mocno osadzona w klimatach sludge i stonera, podawanego w ten specyficzny, rozczochrany sposób. Buzz śpiewa jak nawiedzony prorok, jego gitara sprawia wrażenie rozstrojonej. Słowem - znajomy chaos i kamieni kupa mają tu swoje pięć minut. W drugiej część pojawiają się kawałki eksperymentalne, będące zabawą muzyków z każdą formą melvinsowości. Taki "Shaving Cream" to cover prześmiewczej piosenki Benny'ego Bella, z kolei przywołane już "Maybe I Am Amused" zalatuje wodewilem.

Słowem: otrzymujemy 45-minutowy materiał będący kwintesencją Melvins. Tu ciężko, tam schizofrenicznie. Tu na poważnie, tam na wariata. A nad tym wszystkim góruje bas. Mnie to pasuje.

Jurek Gibadło