Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / I, Gemini

I, Gemini - Lets Eat Grandma

I, Gemini

Wykonawca:

Lets Eat Grandma

Gatunek:

Pop

7 /10

Skąd one biorą te pomysły? Ile kreatywności, a pewnie też niezłego świra, trzeba mieć, by powołać do życia taki projekt jak Let's Eat Grandma.

Tym bardziej to zaskakujące, bo tworzą go dwie nastolatki - Rosa i Jenny. Dziewczyny nie są wprawdzie spokrewnione, ale wyglądają jak bliźniaczki, co jeszcze dodaje psychodelicznej pikanterii tej muzyce, rodząc klimat zbzikowanego cyrku rodem z "Dziwolągów" albo "Carnivale". Rosa i Jenny muszą być wyjątkowo odrealnionymi istotkami, dysponującymi niecodzienną wrażliwością szkoloną na "Miasteczku Twin Peaks". Myślę zresztą, że tworzą brzmienia, jakie David Lynch bardzo chętnie zawarłby w którymś ze swoich szalonych filmów.

Pewnie tak graliby Cocteau Twins na kwasie, tyle że u Let's Eat Grandma wszystko jest bardziej dziwne, mistyczne, oniryczne, niepokojące, wytaplane w szaleństwie i jeszcze mocniej eksplorujące atmosferę cudacznego snu. Mieszają się tu stylistyki dream popu z popem psychodelicznym, może nawet sludge popem, do tego wyjątkowo zbzikowanym popem progresywnym. Utwory opierają się na ciągnących się niczym guma akordach syntezatorów, do tego trochę pianina, gościnnej sekcji i wysokim, bardzo dziecięcym śpiewem, najczęściej na dwa głosy. Atmosfera dziwactwa jest permanentna i wręcz materialnie osadza się na wszystkim dookoła. Przy tym jest też wyjątkowo pociągająca, bo to zawsze coś innego, ponurego wprawdzie, ale w tym psychodeliczno-horrorowym klimacie niespotykanego.

Podoba mi się ta płyta od młodych Norweżek. "I, Gemini", poprzez specyficzną wrażliwość autorek, jest solidną odskocznią od otaczającej nas muzyki. Jeśli ktoś ma ochotę na szaloną, surrealistyczną wycieczkę, to koniecznie powinien spróbować jak smakuje babcia.

Grzegorz Bryk