Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Foo Fighters

Foo Fighters - Mick Wall

Foo Fighters

Wykonawca:

Mick Wall

Gatunek:

Rock

5 /10

Ciężko będzie Mickowi Wallowi zaciekawić swoim tekstem kogokolwiek, kto nie jest fanem Foo Fighters, a konkretniej, osoby Dave'a Grohla. Wielbiciele amerykańskiego muzyka dostali taki tekst, jaki chcieliby przeczytać.

Przede wszystkim tendencyjny. Nawet jeśli Mick Wall ma w miarę rozsądne spojrzenie na poczynania Grohla, to ewidentnie nie chce się nimi dzielić z papierem, być może w strachu przed fanami, którzy mogliby nie przełknąć dwóch bądź trzech gorzkich pigułek sugerujących, że ich mentor posiada jakieś wady. A jeśli nie przełkną, to również nie kupią książki. Wall jest więc stronniczy jak jasna cholera, momentami w swoich entuzjazmach przekracza granicę zdrowego rozsądku, bo jak inaczej oceniać choćby taką recenzję jednego z numerów Fightersów: <<"All My Live" to zaiste utwór o potencjale "stadionowym" - coś takiego The Who mogli nagrać w swoich najlepszych czasach, kiedy stworzyli "Won't Get Fooled Again">> Panie Wall, pan mówisz poważnie?! The Who?! W najlepszych czasach?! Brednie jak mało które, na dodatek napadające na rockową świętość.

Wall nieustannie powtarza - zupełnie jak zaklęcie! - jakim to Grohl jest fajnym facetem, sympatycznym i honorowym, normalnie jak papież rock'n'rolla, a twórczość Foo Fighters zdaje się być dla niego pozbawiona wad. Nawet najbardziej absurdalne pomysły Grohla dla Walla są jak Słowo Pana. Zerknijmy choćby na ten fragment, który na równi z brakiem krytycyzmu autora pokazuje też, że im człowiek starszy, tym wcale nie mądrzejszy, bo jak inaczej oceniać tą ideę Dave'a: "W pewnym momencie pomyślałem sobie, że najzabawniej byłoby nagrać ponownie pierwszy album Foo Fighters, tyle że w obecnym składzie. Bo pierwsza płyta Foo Fighters to nie Foo Fighters, tylko ja sam. Z okazji dwudziestolecia zespołu moglibyśmy więc jeszcze raz zarejestrować ten pierwszy album. Te same numery, w tych samych aranżacjach, w tej samej kolejności. Jako Foo Fighters 2014". Muzycy naprawdę mają takie pomysły, a na dodatek uważają je za świetne?

Książka zresztą o samym Foo Fighters mówi raczej bez wgłębiania się w istotę. Jest to głównie opowieść o Davidzie, a jak o Davidzie to oczywiście i o Nirvanie. Pierwsza setka z trzystu stron to właściwie historia Nirvany, w której prym wiedzie nie kto inny, a Kurt Cobain. Później zaczyna się opowieść o Grohlu z Foo Fighters na drugim planie, ale opowieść dość nudna, bo bez większych ekscesów, wpadek czy zwariowanych przygód. I chyba w tym upatrywałbym największy minus "Foo Fighters" - w tej książce naprawdę dzieje się niewiele. Jest to pozlepiany z wywiadów, narracyjnych wstawek i zdań pochwalnych tekst, który potwornie nudzi. Bohater nie jest charyzmatyczny, zespół próbuje być pokazywany jak nieomal legenda takiego statusu co Led Zeppelin albo The Who, ale argumenty Walla są absolutnie mało przekonujące, może nawet pozbawione sensu. Na pewno rozczarowujące i denerwujące.

Wall napisał książkę dla fanów Foo Fighters w taki sposób, by mogli się oni zgodzić z każdym zdaniem. Znak czasów, lubimy czytać rzeczy, które odzwierciedlają nasze myśli, nie lubimy zaś, gdy ktoś nam nie przytakuje. Nie sądzę więc by ktokolwiek poza miłośnikami Dave'a Grohla poczuł się ukontentowani lekturą. Jest ona po prostu niezdrowo przesłodzona, a pamiętajmy co się mówi o cukrze - to "biała śmierć". Dla tej książki na pewno.

Mick Wall - Foo Fighters
Wydawnictwo In Rock
288 stron

Grzegorz Bryk