Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Astral Seasons

Astral Seasons - Fobia Inc.

Astral Seasons

Wykonawca:

Fobia Inc.

8 /10

Instrumentalnie granie rocka jest obciążone ryzykiem niezrozumienia, ale najwyraźniej twórcy białostockiej kapeli Fobia Inc. to ryzyko mają za nic. I słusznie!

Premierowy longplay kapeli zatytułowany "Astral Seasons" dowodzi, że nie trzeba słów, aby mówiły instrumenty. To album wyrazisty i naturalne piękny, obciążony co prawda minimalistycznym wydaniem, drobnymi niedostatkami brzmieniowymi stopniowo rozwijającego się LaGrunge Studio oraz jeszcze szukającą pełnej formy materią debiutu, ale bez wątpienia to materiał świadczący, iż czwórka muzyków Fobia Inc. posiada potencjał, który zamierza zamienić na wielkie rzeczy. Krążek stanowi więc dobrą zapowiedź możliwości utalentowanego zespołu.

Debiut kapeli tworzonej przez Łukasza Kamińskiego (gitara), Pawła Dziedziula (gitara), Alexandra Mazuruka (bas) i Tomasza Markowskiego (perkusja) został osadzony w klimatach post rocka i metalu, progresji, a także szeroko rozumianego eksperymentu. W ośmiu kolejnych kompozycjach na "Astral Seasons" wyłaniają się fascynujące przestrzenie, często otwierające możliwość prezentacji swoich indywidualnych umiejętności przez instrumentalistów, choć siłą Fobia Inc. wydaje się być przede wszystkim spójność materiału. Gitarzyści, basista i perkusista w zestawie brzmią niczym monolit, co na początku kariery muzycznej stanowi duże osiągnięcie. Imponujące zdyscyplinowanie muzyków, ich niewątpliwie umiejętności i pomysł na twórczość (dobre inspiracje?) sprawiły, że "Astral Seasons" wzbudza zaciekawienie.

Krążek otwiera kompozycja "Lost". Ten przeszło ośmiominutowy utwór sprawia wrażenie, jakby został wyciągnięty z melancholijnego oceanu wspomnień - na pozór nie ma w nim życia, wywołuje wręcz w słuchaczu stany depresyjne, ale intensywne fragmenty kompozycji wypełniają bardziej doniosłymi emocjami. Wspomnienia żyją. Kapela przemierza tu różne formy muzycznej ekspresji, najczęściej pozostając wierna spopielonemu rockowi. O przywiązaniu do popiołów, akcentowanych astralnymi odniesieniami, świadczy też drugi w talii utwór "Spring", zaś niemal niepostrzeżenie następujący tuż po nim wielowątkowy "Solstice" oferuje sporo mocnego, rockowego grania, opartego na znakomitych, kąsających riffach gitarowych i plemiennych bębnach, a także zwieńczonego zaskakującym finałem. Spektrum muzycznych natchnień Fobia Inc. zdaje się poszerzać z każdym kolejnym utworem.

Całość opiera się jednak na charakterystycznym rdzeniu, budulcu tożsamości białostockiego zespołu. Specyficzne brzmienie kolejnych kompozycji, mające w sobie coś surowego i równocześnie nostalgicznego, powoduje, iż Fobia Inc. tworzy swoje znaki rozpoznawcze, tak, aby z jednej strony nie przepaść w tandecie, a z drugiej utrwalić się w pamięci słuchaczy, nie tylko jako astralna wariacja na temat ziemskich demonów Cult of Luna. Nie może zatem dziwić pulsująca kompozycja "Summer" o solidnym ładunku progresywnych efektów, gdzie daje się usłyszeć ożywczy klimat, fragmentami wyciągający album z posępnej aury. Wszechstronność kapeli akcentuje także przestrzenny "Equinox" o demonicznym klimacie, rozdzieranym przez metalową sekcję instrumentalną, a także eksperymentalny "Autumn" zawierający serię nieregularnych dźwięków, być może niezbyt starannie ze sobą połączonych, ale może właśnie o niestaranność tu chodziło?

W każdym razie w zawartości "Astral Seasons" daje się zauważyć, że wszystkie utwory łączą się ze sobą na zasadzie instrumentalnego konceptu. Zwiedzane przez muzyków Fobia Inc. rejony czasu i przestrzeni tworzą emocjonującą historię, w której - w moim odczuciu - nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenie. To mroczny album. Posiada siłę do pchnięcia słuchaczy w stan introwersji, a w ekstremalnym przypadku nawet mizantropii. Wybrane fragmenty płyty, jak choćby tworzący narkotyczną niepewność "Winter", próbują z tym ogólnym wrażeniem polemizować, są niczym refleksy czarnego słońca w środku huraganu, ale premierowe dzieło Fobia Inc. pozostaje otępiałe na symptomy optymistycznego świata żywych i wesołych mieszkańców tej planety. W tej niebiańskiej podróży czai się mrok.

Gasnącym stemplem na krążku jest kompozycja "Hollow", tu i ówdzie ozdobiona jakby industrialnymi efektami, krótka jak na standardy Fobia Inc., ale… składająca swoisty rytuał ciszy. Nie potrafię ocenić, czy ukryty fragment "Astral Seasons" stanowi odrębną historię, czy łączy się kilkuminutową ciszą z "Hollow" na zasadzie niemej przestrzeni (celebracja przestrzeni i ciszy?), ale muszę przyznać, że tego typu ukryte dźwięki pogłębiają poczucie nieprzeciętności prezentowanego materiału. Tym bardziej, że rzeczywisty finał albumu brzmi lasem i strumieniem, jednak nie takim z piosenek harcerskich, ale raczej pochodzących z miejsca, w którym dokonało się coś strasznego, i w którym dziś mieszkają demony, zmaterializowane wspomnienia pod postacią astralnych duchów tego świata.

Za moim oknem świeci słońce, lato w pełni, ale ta pora roku nie radzi sobie z ładunkiem muzyki zarejestrowanej na "Astral Seasons". To umiejętnie zarejestrowana godzinna dawka spopielonego rocka i metalu, instrumentalna historia, której nie są potrzebne słowa, choć wyobraźnia może tu przeżyć bolesny reset. Fobia Inc. zadebiutowała w znakomity sposób. Chcę więcej.

Konrad Sebastian Morawski