Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Unity Sessions

The Unity Sessions - Pat Metheny

The Unity Sessions

Wykonawca:

Pat Metheny

Gatunek:

Jazz

7 /10

Pat Metheny, wyczerpany trasą z Unity Group, postanowił wziąć wolne i na kilka chwil jego gitara zamilkła. Ale jak na nałogowego pracoholika przystało, niezbyt długi urlop sobie zafundował.

Cisza Metheny’ego była oczywiście pozorna, bo to co dla Pata było chwilą wytchnienia i artystycznego milczenia, okazało się jedynie wyjątkowo obfitą kuźnią, w której artysta wyrzeźbił nie jeden, a dwa krążki. Pierwszy to owoc współpracy z trio dowodzonym przez trębacza Cuong Vu "Meets Pat Metheny", drugi natomiast podpisał już własnym nazwiskiem i zatytułował "The Unity Sessions" jednocześnie zawierając aluzję, że kontynuuje szlak wyznaczony na "Unity Band". Już zresztą skład daje jasno do zrozumienia, z czym mamy do czynienia.

Tak jak na "Unity Band" i "Kin" Metheny'ego wspierają starzy znajomi z Antonio Sanchezem na perkusji, Benem Williamsem szarpiącym za struny basu i czarującym przecudnymi solówkami na saksofonie Chrisem Potterem. Skład uzupełnił Giulio Carmassi na pianinie. Wydaje się, że jest to na chwilę obecną najlepszy skład jaki Metheny mógł pozyskać, bo muzycy są w znakomitej formie, kipi od nich energia i wkładają w kolejne improwizację masę inwencji. Można by się nawet porządnie zastanowić, czy na koncercie "The Unity Sessions" Chris Potter przypadkiem nie skradł Metheny'emu show, bo o ile Pat wciąż ma masę skandalicznie dobrych, wirtuozerskich partii, to Potter czyni na saksofonie cuda i w większości utworów staje się ich głównym bohaterem a zarazem najjaśniejszym punktem. Set złożony jest przede wszystkim z utworów z "Kin" oraz kilku z "Unity Band". Metheny ze świtą odrzucili raczej formalne eksperymenty i zagrali typowo nowoczesno jazzowy koncert, głównie z pomocą instrumentów akustycznych.

"The Unity Sessions"
w wersji dwupłytowej to dwie godziny niezwykle udanej, świetnie zagranej i klimatycznej muzyki. Eleganckiej, wysublimowanej i stylowej. Ciepło i rewelacyjnie brzmiącej, za sprawą Chrisa Pottera czasami nawet szalonej. Idealnej na leniwy wieczór. Niezwykle miło się tego słucha. Jazz z najwyższej półki.

Grzegorz Bryk