Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Mark of the Blade

Mark of the Blade - Whitechapel

Mark of the Blade

Wykonawca:

Whitechapel

Gatunek:

Deathcore

7 /10

Pierwotnie nie miałem zamiaru pastwić się nad tym albumem, co więcej, wychodziłem z założenia, że jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy zespół w deathcorze po prostu nie może nagrać szmiry.

Okazuje się, że bardzo się myliłem i najnowsze "dzieło" Phila Boozemana i spółki stawiam gdzieś obok ostatnich wypocin konkurencyjnego Oceano. Słuchacze śledzący brutalne nowinki od lat darzą Whitechapel zasłużoną estymą. Zdarza się jednak, że nawet najlepszym - i jest na to sporo przykładów - nie udaje się podtrzymać wysokiej formy. Niefortunnie, jeden z okrętów flagowych Metal Blade doszedł do ściany i nie do końca wiem, jak o tym napisać.

Jestem rozczarowany? Owszem. Nie podoba mi się brzmienie? Jak nigdy. Czy cokolwiek na tym albumie "żre" jak wcześniej? I tak, i nie. "Mark of the Blade" redefiniuje styl Whitechapel, kierując zespół na nowe rejony, gdzie dotychczasowa brutalność, napędzana opętańczym blastem i nieziemskimi wokalami lidera, ustępuje przebojowości i groove. Kilka lat temu giganci amerykańskiej sceny z Chimaira, dziś wszyscy z osobna, muzycy sesyjni w innych zespołach,  postawili wszystko na tę samą kartę, co w ostateczności doprowadziło do kłótni w obozie, a pod koniec 2013 roku do nieoczekiwanego upadku metalowej bestii. Z perspektywy czasu, "The Infection" jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek nazwano groove metalem, i wierzę, choć teraz tego nie dostrzegam, że nówka brutali z Whitechapel z czasem zyska podobny status.

Co zatem tak bardzo nie pasuje do tego bandu? Co takiego stało się, że obecna twarz formacji wydaje się fałszywa? Począwszy od tragicznej kompresji, przesadzenia z basem, aż po zwyczajne zwolnienie tempa i porzucenie dotychczasowej furii na rzecz niemal Slipknotowych rytmów i okazyjnego spoglądania w stronę death metalu. Mało tego, choć przeważnie traktuję tego typu zabiegi za chęć sprawdzenia nowych patentów, krążek zawiera całkiem pokaźną ilość czystych wokali ("Decennium", "Bring Me Home") i nie do końca wiem, jak się do nich ustosunkować. Doceniam rozwój Phila jako wokalisty, ale uważam, że to kolejna rzecz przybliżająca zespół do… nie wiem, nu-metalu? Metalcore’a? A może po raz kolejny, do wizjonerów ze Slipknot?

Jedno jest pewne, "Mark of the Blade" podzieli dotychczasowych zwolenników grupy. Stanie się, dosłownie, ostrzem które przetnie więzi między najbardziej zagorzałymi fanami, rozkochanymi w genialnych breakdownach i nieziemskiej technice. W moim przypadku nie są to więzi, a nici, które od jakiegoś czasu tylko muskają morderców z Whitechapel. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić, jak ten materiał będzie się prezentował na żywo, to za kilka miesięcy będzie miał ku temu okazję, aby w towarzystwie Thy Art is Murder i Carnifex dać się zmiażdżyć na koncercie we Wrocławiu.

Grzegorz Pindor