Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Cleopatra

Cleopatra - The Lumineers

Cleopatra

Wykonawca:

The Lumineers

Gatunek:

Folk rock

8 /10

Jeśli ktoś słucha komercyjnych stacji radiowych nie musi być fanem tego zespołu by kojarzyć jeden z singli z debiutanckiego albumu "Ho Hey", który jeszcze niedawno mimowolnie nuciło się podczas prowadzenia samochodu.

Co prawda od wydania debiutanckiego albumu "The Lumineers" upłynęły już 4 lata, ale fani doczekali się w końcu najnowszego materiału zespołu na płycie "Cleopatra". The Lumineers istnieją od 14 lat, ale dopiero w 2012 roku ukazał się ich debiutancki album. Został on w 2013 roku nominowany do nagrody Grammy, co tylko potwierdza, że chwytliwy singiel "Ho Hey" nie jest jedynym mocnym punktem tej płyty. Album "Cleopatra" jest znacznie dojrzalszy, co nie jest zarzutem, po prostu zespół pomimo sławy, którą osiągnął, pokazał, że nie zamierza odcinać kuponów, a wręcz przeciwnie - rozwijać się dalej. Na debiucie pojawiało się momentami za dużo ozdobników, a utwory były mniej melodyjne. Tym razem tutaj takie kawałki jak "Ophelia", tytułowa "Cleopatra" czy "Gun Song" (co ciekawe, na płycie umieszczone są kolejno po sobie), zostają w głowie na długo już od pierwszego przesłuchania. Bardzo oszczędna, żeby nie powiedzieć minimalistyczna aranżacja krążka, z gitarą akustyczną, gdzieś wplecionym pianinem czy perkusją również buduje niepowtarzalny klimat.

W momencie, gdy powstawał "The Lumineers" muzyka inspirowana folkiem była już obecna w stacjach radiowych - spójrzmy choćby na Mumfords & Sons czy Passengera. Wielu porównywało The Lumineers do tych pierwszych, sugerując zbliżone brzmienie i schematy utworów. Tymczasem "Cleopatra" udowodniła, że grupa ma potencjał i idzie własną drogą nie odwracając się za siebie i nie śledząc konkurencji. Melancholijna atmosfera unosi się cały czas i przez to album jest - pomimo prostoty aranżacyjnej - wymagający dla słuchacza, któremu na co dzień bliższe są rockowe brzmienia, za to znakomicie sprawdza się na samotnym, letnim spacerze. Przyjemnie relaksujące są "My Eyes" i "Long Way from Home", a wieńcząca całość miniaturka "Patience" brzmi niezwykle z fortepianem w wiodącej roli i aż żal, że trwa zaledwie półtorej minuty.  

Gdyby ktoś poprosił mnie o polecenie płyty, która znakomicie ukoi skołatane nerwy, pomoże puścić wodze wyobraźni i rozwinąć fantazję, która zawiera wpadające w ucho melodie oraz po prostu świetnie brzmi, bez wątpienia poleciłbym właśnie "Cleopatrę". Drugi album The Lumineers nie jest ani za słodki ani za gorzki, za to świetnie zbalansowany i czarująco delikatny.

Szymon Pęczalski