Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / A Piece of the End

A Piece of the End - Vidian

A Piece of the End

Wykonawca:

Vidian

Gatunek:

Death metal

9 /10

Moja znajomość bydgoskiej kapeli Vidian zaczyna i kończy się na tegorocznej EP-ce "A Piece of the End"… tymczasowo. Wszakże ten materiał jest niesamowity!

Okazuje się, że Vidian ma już na swoim koncie dwie duże płyty, tj. "Irrelevant Nonsense Machine Element" z 2011 roku oraz "Transgressing the Horizon" z 2015 roku. Pierwsza była zresztą recenzowana na łamach Gitarzysty spotykając się z entuzjastyczną opinią. Czas poszedł jednak naprzód. Vidian już nie wywołuje entuzjazmu. Vidian zachwyca. Przynajmniej jeśli chodzi o około osiemnaście minut materiału zmieszczonego na owej małej płycie.

W zawartości "A Piece of the End" podoba mi się wszystko. Począwszy od takich kwestii jak oprawa graficzna dzieła oparta na klimatycznych szarościach, poprzez rozdzierające duszę teksty, ku samej muzyce, którą pewnie można by określić eksperymentalnym death metalem lub post metalową wariacją, ale tego typu rozterki warto odłożyć na margines. Liczy się bowiem sama muzyka, która w przypadku "A Piece of the End" utrwala się na dobre w świadomości potencjalnych słuchaczy, poszukujących w metalu odpowiedniej perspektywy, niekoniecznie mówiącej o spalonych krzyżach, ale stanowiącej formę terapii dla dusz strudzonych rozpadającą się kondycją moralną świata.

Na EP-ce znalazły się łącznie cztery kompozycje. Z miejsca uwagę zwraca ich kapitalne brzmienie, co jest rezultatem starannego miksu i masteringu wykonanego przez Szymona Grodzkiego z Invent Sound Studio. Równocześnie w fotel wgniatają instrumenty i wokal zaklęte w nazwę Vidian. Hipnotyzująco brzmią wszelkiego rodzaju efekty elektroniczne Adama Borysa, którą stanowią formę uzupełnienia materiału rozdzieranego przez kapitalne partie gitar, basu i bębnów. Vidian wyłania się tu jako kapela potężna, głośna i precyzyjna w realizacji swojej recepty na metal. Za "A Piece of the End" nie idzie żadne mocne wsparcie - siłą tej muzyki jest jej naturalność, szczera chęć wykrzyknięcia światu jego grzechów.

Tak oto kolejne partie gitar wspominanego Adama Borysa, a także Arkadiusza Orłowskiego, oraz fenomenalne bębny Macieja Brzezinskiego i bas Aleksandra Ziółkowskiego, stanowią zarazem kolejne strzały wymierzone w policzki. Nie cierpi tu jednak ciało, ale dusza, która nie jest w stanie podnieść się pod naporem intensywnych i mocnych uderzeń instrumentalistów Vidian. Nie sposób też nie wspomnieć o wokalu Szymona Brążkiewicza, będącym równie ważnym elementem tej bydgoskiej metalowej konstrukcji. Czy to polski Klas Rydberg? Nikt nie lubi porównań, nawet do najlepszych, ale chciałbym w ten sposób wzmocnić przekaz możliwości, jakie drzemią w Brążkiewiczu. To świetny i mocny wokal.

Taka też jest EP-ka Vidian. Trudno obok niej przejść obojętnie, obok gwałtownych, ciężkich i potępionych kawałków "Constellations", "Pole Shift" i "A Piece of the End", tych wszystkich zmian i zawieszeń, które w nich występują, kapitalnych wypuszczeń instrumentalnych, pulsującego sprzętu, piękne przedstawionej rezygnacji, żalu i zniszczenia. Trudno też nie wspomnieć o opartym na patentach elektronicznych instrumentalnym "Distorted" - niemej odpowiedzi na gniew i ból, który czai się w zespole. Trudno nie stać się po tym materiale częścią Vidian. To tylko osiemnaście minut muzyki, która nie drwi z rzeczywistości, ale próbuje się z niej wydostać. To metal naszego pokolenia. Wspaniały i mroczny.

Konrad Sebastian Morawski