Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Lady In Gold

Lady In Gold - Blues Pills

Lady In Gold

Wykonawca:

Blues Pills

Gatunek:

Rock

8 /10

Międzynarodowa ekipa Blues Pills, ze zjawiskową Elin Larsson za mikrofonem powróciła z drugim albumem i zrobiła to w naprawdę dobrym stylu.

Za każdym razem, gdy sięgam po "Lady In Gold", a czynię to regularnie, i dostrzegam słyszalne tam wpływy nowych gatunków, do głowy przychodzi mi dalekie i bardzo luźne, ale w pewnym sensie uzasadnione jednak porównanie Blues Pills do Janis Joplin. Nie chodzi mi tu o ścisłe podobieństwa muzyczne, czy wspaniały śpiew Elin, a tylko o stylistyczną przemianę, którą u schyłku zbyt krótkiego życia przeszła Janis. Po dwóch albumach mocno zakorzenionych w psychodelicznym rocku, na trzecim nagranym w zmienionym składzie osobowym, "I Got Dem Ol' Kozmic Blues Again Mama!" Janis sięgnęła po zdecydowanie większą ilość elementów soulu i R&B. Wieść gminna mówi, że nie spotkało się to ze zrozumieniem licznej części jej publiczności z kwiatami we włosach i działką kwasu w kieszeniach. Nie sądzę jednak, by podobny los spotkał Blues Pills, którzy na "Lady In Gold", wychodząc z podobnego punktu startowego poszli zbliżoną ścieżką, również wyraźnie flirtując z soulem czy nawet gospel i R&B. Zapewne nie każdemu przypadnie to do gustu, choć w dzisiejszych czasach mieszanie wszystkiego ze wszystkim nie powinno budzić już większych emocji, zwłaszcza gdy efekt jest tak spójny jak tutaj.

Na wszelki wypadek uspokajam zaniepokojonych - o stylistycznym trzęsieniu ziemi nie ma tu mowy. Nowe wpływy, po które sięgnęli muzycy zaowocowały chyba jeszcze bardziej kolorowym i zróżnicowanym niż debiut albumem, wciąż noszącym jednocześnie stempel Blues Pills. Zespół - jak sami wspominają - postanowił podejść do procesu tworzenia kompozycji z otwartą głową, a wytwórnia - jak z dumą zauważa osoba odpowiedzialna za promocję - pozostawiła kwartetowi całkowicie wolną rękę. Formacja zachowała więc większość charakterystycznych dla siebie elementów, ale jak to w życiu bywa, ktoś na tym stracił, by zyskać mógł ktoś.

Największym wygranym jest oczywiście niekwestionowana gwiazda Blues Pills, Elin Larsson, która błyszczy wokalnie niczym tytułowa Pani w złocie, choć przecież ta postać odnosi się do śmierci. Śpiew Elin, która robi tu wycieczki po całej skali swych możliwości głosowych i wypróbowuje różne techniki (zwróćcie uwagę choćby na wstęp do "Bad Talkers") jest na "Lady In Gold" zawsze na pierwszym planie. Zresztą śpiewu jest tu bardzo dużo, do tego nie brak zdublowanych partii, a także chóru (czteroosobowy Voodoo Chor, w skład którego wchodzi również sama Elin), który w dużej mierze odpowiada za ów soulowo-gospelowy klimat. Co więcej, zespół korzystał nawet z usług aranżera partii wokalnych. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z solowym dziełem Larsson, której po prostu towarzyszą wynajęci muzycy.      

Efekt ten wzmacnia znacząca rola instrumentów klawiszowych (melotron, organy i pianino). To właśnie do nich należą choćby pierwsze dźwięki na płycie. To kolejna nowość w twórczości Blues Pills. Jej apogeum stanowi urocza balladka "I Felt A Change", w której Elin śpiewa tylko do akompaniamentu klawiszy. W tym miejscu łatwo się domyślić, kogo obsadzono w roli "przegranego". Może to trochę za grube słowo, ale nie da się ukryć, że niezwykle utalentowany i doskonale czujący klimat młody gitarzysta Dorian Sorriaux został tu zepchnięty na drugi plan. Zabrakło jego solówek - takie momenty, jak np. w "Gone So Long" to trochę za mało. Generalnie, czuć niedosyt wyraźnie zaznaczonej osobowości i bardziej samodzielnych, wyrazistych partii, które wyłaniałyby się przed szereg reszty zespołu. Ta rola przypisana jest w Blues Pills tylko Elin. Trochę szkoda, bo choćby Rival Sons doskonale pokazują, jak powinna wyglądać harmonijna współpraca fenomenalnego wokalisty i równie wyjątkowego gitarzysty, w wyniku której nikt na niczym nie traci, a zyskuje zawsze przede wszystkim słuchacz.

Choć recenzja ta ukazuje się pod szyldem "Magazynu Gitarzysta", zredukowanie w materiale roli tego instrumentu w żadnym razie nie jest w moim odczuciu czynnikiem przekreślającym "Lady In Gold". To przecież wciąż bardzo dobry, spójny i przemyślany album, który - co równie ważne - dobrze obrazuje rozwój Blues Pills. Zespół konsekwentnie unika banału i łatwych chwytów, zgodnie z przyjętą i konsekwentnie realizowaną wizją. Można ją rzecz jasna odrzucić, ale ja wolę po prostu cieszyć się muzyką Elin i spółki.

Szymon Kubicki