Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Against the Grain

Against the Grain - Iron Bridge Band

Against the Grain

Wykonawca:

Iron Bridge Band

5 /10

Jeśli płyta amerykańskiego zespołu, którego nie wspiera wielka wytwórnia, przelatuje ponad oceanem i ląduje w Polsce, to znak, że zespół chce podbić świat.

O ile oczywiście darzę olbrzymią sympatią Iron Bridge Band, to poleciłbym grupie na początek jednak zaanektować rodzinne New Jersey. Głównie dlatego, że u nas takiego rodzaju grania się raczej nie słucha. To muzyka amerykańskiego południa - rock wymieszany z delikatnym bluesem i sporą dawką naleciałości country, również rock'n'rollem, smakujący blues-rockową klasyką pokroju Lynyrd Skynyrd, ale niekoniecznie aż tak brawurowo i bez spacerków w stronę hard rocka. Ot, typowy amerykański southern rock i właśnie dlatego lepiej, by grupa z większym zaangażowaniem uderzyła w rynek lokalny, a niekoniecznie próbowała dostać się na playlisty w Burkina Faso.

Sprawa druga i chyba bardziej zasadnicza: Iron Bridge Band nie są jeszcze gotowi na podbój świata. Jest to wprawdzie ich drugi album (debiutowali w 2013 krążkiem "Road Not Taken"), ale zdecydowanie zespół nie wyrósł jeszcze ponad gatunkową przeciętność, wciąż są na stylistycznym dorobku i bezwzględnie nie odnaleźli jeszcze elementu, który świadczyłby o niepowtarzalności ich brzmienia. Kompozycje ślizgają się po schematycznych banałach. Mogłoby to pewnie wystarczyć na nową ścieżkę dźwiękową do "Blues Brothers", ale obcując z "Against The Grain" nie mogłem odpędzić od siebie uczucia, że przez większą część płyty słucham trzecioligowego southern rocka, który pewnie spodoba się fanom gatunku, ale też nie znowu aż do grobowej deski.

Blaszeczka świetnie się zaczyna: "A Little Too High" i "Black Sheep's Son" to skrzące witalnością, choć wciąż ocierające się o slogan blues rocki - z późniejszych jeszcze "Mark Twain" buszuje gdzieś w tych rejonach. Im dalej w las tym częściej Iron Bridge Band zapędzają się w klimaty country czego owocem są przesłodzone balladki ("The Fall") czy niekoniecznie udane i brzmiące niemal identycznie rocki do radia ("Raleigh", "Every"). I faktem jest, że płyty słucha się całkiem przyjemnie, czym wzbudza sympatię, ale próżno szukać na niej czegoś wyjątkowego, czegoś ponad to co oferują setki innych krążków z gatunku. Jest ona zbyt bezpieczna zagrana i nagrana, zachowawcza, bez ryzyka i szaleństwa, na które przecież można by się targnąć. Bo dlaczego by nie?

Niestety Iron Bridge Band postanowili nie wychylać nosa ponad gatunkowe ramki, a i w nich są raczej zawodnikiem wagi średniej.

Grzegorz Bryk