Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sounds From the Heart of Gothenburg

Sounds From the Heart of Gothenburg - In Flames

Sounds From the Heart of Gothenburg

Wykonawca:

In Flames

7 /10

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Jeśli lubisz jedynie starsze oblicze In Flames, maksymalnie do "Reroute to Remain", to niestety "Sounds From the Heart of Gothenburg" będzie jedynie stratą czasu. Tym zaś, którym nie przeszkadza ewolucja zespołu, powinni czym prędzej zaopatrzyć się w to wydawnictwo. Nie ma lepszego zapisu obecnej formy koncertowej Andersa Fridena i spółki, a mniemam, że z dopiero co ogłoszonym nowym perkusistą, na kolejne nie ma co liczyć.

Poza kluczowymi elementami koncertowego DVD, jakimi są publiczność i dźwięk, często na klimat widowiska ma wpływ miejsce wydarzenia. Ostatnie DVD Hammerfall dobrze pokazuje, jak koncert może zostać położony przez tragiczny miks i brak oczekiwanych tłumów, jednak show In Flames zawsze oznacza pełną salę i nie inaczej było w sercu rodzinnego Goteborga. Biorąc pod uwagę rozmach i realizację koncertu, muszę przyznać, że pod względem interakcji na linii zespół - publiczność, drugie pełne DVD In Flames ustępuje już niemal legendarnemu koncertowi Dark Tranquility z Mediolanu. Mało tego, sądzę że jest on wyznacznikiem tego, jak powinien wyglądać i brzmieć gig zespołu z melodic deathmetalowego podwórka i jeszcze długo nie będzie nam dane zobaczyć lepszego widowiska. W przypadku "Sounds From the Heart of Gothenburg" wiele do życzenia pozostawia przede wszystkim praca operatora kamery. Również ujęcia muzyków z niemal nieustannymi przeskokami pomiędzy gitarzystami a Fridenem przyprawiają o ból głowy.

Gwoździem do trumny - przynajmniej z perspektywy widza - jest, o zgrozo, pirotechnika. Przez lata In Flames miało niejedną okazję, aby dopracować produkcję swojej sceny, i jak na zespół tego kalibru i z takim dorobkiem, nie powinien prezentować się gorzej choćby od znacznie młodszych gigantów metalcore’a z Parkway Drive na czele. To zwyczajnie kłuje w oczy, i nawet nasz Behemoth potrafi lepiej ziać ogniem…

Wracając do samego show, nie ukrywam, że zestaw dwudziestu utworów zaprezentowanych szwedzkiej publiczności mógłby być znacznie ciekawszy, choćby ze względu na sięgnięcie po dawno nie grane "Black & White", "Colony", "Bullet Ride", dwa bonusy z ostatnich lat "Eraser" i "Abnegation" czy cokolwiek z "Whoracle". Utworów mogących znacząco uświetnić koncert jest cała masa, żeby tylko wspomnieć o "Behind Space", które rzekomo In Flames miało grać aż do końca swojej kariery. Kiedy ostatni raz zagrali ten "hit" z pierwszej płyty? Lepiej nie sprawdzać. Ale czego tu oczekiwać, skoro "Sounds From The Heart of Gothenburg" to zapis aktualnej formy i muzycznych poszukiwań niegdysiejszych bogów melo deathu. Stąd całość składa się prawie wyłącznie z materiału z trzech ostatnich płyt z małą wycieczką w przeszłość w postaci "Resin". Szkoda, bo jak na ostatni tak duży koncert Daniela, mogli bardziej poszaleć (tym bardziej, że był on kiedyś gitarzystą!).

Punkt kulminacyjny show? Są dwa, epicka, blisko ośmiominutowa ballada "The Chosen Pessimist", która jawi się jako najlepsza kompozycja In Flames od wielu lat, oraz finałowe "Take This Life", zagrane nieco szybciej niż zwykle i dające promyk nadziei na to, że nośność i brutalność "Come Clarity" nie odejdzie w zapomnienie, tak jak growle Fridena.

Grzegorz Pindor