Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Death Resonance

Death Resonance - Soilwork

Death Resonance

Wykonawca:

Soilwork

8 /10

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady) utrzymuje tendencję zwyżkową ciągle musi kryć się w cieniu innych grup z tego samego poletka.

Cóż, darzę Soilwork sympatią jak i dużym kredytem zaufania. Ponadto uważam ich, obok Dark Tranquility, za niekwestionowanych liderów melodyjnego death metalu w jego intensywnej, brutalnej formie. Żadne atmosferyczne granie Before The Dawn ani techniczne wygibasy Mors Principium Est nie robią takiego wrażenia jak impet i kreatywność, z jaką grają koledzy In Flames.

Skoro o wrażeniach mowa, album składa się z bonusów z poprzednich wydawnictw oraz rarytasów znanych tylko japońskiej części publiczności. Niewątpliwie "Death Resonance" pełni rolę suplementu kolekcji płyt Szwedów, aczkolwiek ten składak oferuje coś znacznie więcej, bo dwa premierowe utwory, które są rozwinięciem stylistyki zaprezentowanej na "The Living Infinite" i rozwijanej na "The Ride Majestic". Pierwszy to singiel "Helsinki", pokazujący bardziej wirtuozerskie niż zwykle oblicze Soilwork. Zwróćcie uwagę na sola oraz opętańczą pracę sekcji - tak intensywne blasty mógł nagrać tylko Dirk Verbeuren. Numer dwa, czyli utwór tytułowy, to już emocjonalna strona zespołu opowiadającego o tęsknocie za bliską osobą. Speed przez lata poruszał tematy miłości, życia po śmierci i radzenia sobie z bólem i "Death Resonance" jest kontynuacją takich historii z zapadającymi w pamięć frazami jak choćby “I thought you would last forever, just give me a sign."

Reszta to zbiór utworów wydawanych wyłączenie na rynku japońskim. Niezależnie, czy na EP-kach, singlach czy w formie tak zwanych b-sideów, wszystko co znalazło się na krążku od lat spędzało sen z powiek zarówno kolekcjonerom jak i zwykłym słuchaczom, pragnącym jak najwięcej muzyki od swoich ulubieńców. Znakomita większość z tych utworów w żadnym stopniu nie ustępuje podstawowym wersjom płyt, z których pochodzą. Pójdę o krok dalej, jest w tym zestawie kilka perełek jak "My Nerves, Your Everyday Tool" czy "Sweet Demise", które mają większy potencjał singlowy niż niejeden song ze wspomnianego "The Living Infinite".

Zestaw zawiera także nowe, zremisowane wersje kompozycji z płyt "Stabbing the Drama", i "Sworn A Great Divide" (najgorzej wyprodukowanego albumu Soilwork!). O ile nowy miks to najlepsze co mogło spotkać "Martyr" czy "Sovereign", tak ponowne nagranie  i przearanżowanie wokali w "Sadistic Lullabye" uważam za całkowicie zbędne.

Czy taki kompilacyjny album można polecić osobom, które dopiero poznają Soilwork? I tak, i nie. Otóż zasadniczy problem z tym zespołem polega na tym, iż z płyty na płytę serwuje to samo dane, ale w kompletnie odmiennej konfiguracji, dlatego fani przyzwyczaili się do zmian i dodawania szczypty niemetalowych brzmień. W przypadku tego zestawu punktem wspólnym pozostaje death metalowy trzon utworów, ale to, czym jest on obudowany, przy pierwszym kontakcie może przytłoczyć. Komu to nie przeszkadza, ten będzie miał uciechę przez długie tygodnie.

Grzegorz Pindor